niedziela, 18 listopada 2012

ROZDZIAŁ VII

   Gdy weszłam do łazienki postanowiłam wziąć kąpiel, aby się troche odprężyć. Nalałam pełną wannę gorącej wody z pianą, rozebrałam sie i po chwili rozkoszowalam cudownym uczuciem. Przymknęłam oczy i o niczym nie myślałam, przez ostatnich pare dni moje całe zycie się zmieniło. Postanowiłam poukładać wszystko teraz aby nie dręczyć się tym później. A więc tak: z Justinem wszystko skończone, widocznie naprawdę go nie kochałam, tylko chciałam sobie "zapchać" nim pustkę po Johnie. John, mój ukochany, wychodzi na to, że od teraz jesteśmy ze sobą. Jestem ciekawa jak rodzice na to zareagują, zdążyli bardzo polubić Justina, byli mu wdzięczni za to, że przestałam się użalać nad sobą. Bije się im powiedzieć o wszystkim, no bo co mam poweidzieć "Mamo, tato. Nie jestem juz z Justinem, przyjechał John i go naprawdę kocham a Justina postanowiłam olać" ? Nie będą oni zbyt zadowoleni, ale nie będę tego przed nimi ukrywać. Najbardziej bałam się reakcji taty, ledwo co zdążył zaakceptować Justina a teraz nagle wyskocze mu z Johnem, ale raz się żyje. I jeszcze najgorsze o czym się  dzisiaj dowiedziałam John i narkotyki, w życiu bym się czegos takiego nie spodziewała. Cały czas w głowie miałam w głowie minę smutnego Edwarda jak mi o tym opowiadał, musial to bardzo przeżyć, bo w końcu był to jego brat bliźniak. Rozmyślałam o wszystkim bardzo długo, gdy sie umyłam i wychodziłam z wanny woda była juz zimna. Podczas ubierania się, zerknęłam na zegarek, było po 21, WOW, kompałam sie ponad godzinę. "Ciekawe co robią bliźniaki" pomyślałam. Gdy wyszłam z łazienki ubrana w moja fioletową piżamę i grube różowe skarpetki, zdiwiłam się, bo w domu było bardzo cicho, co jest żadkością dla Johna i Edwarda. Po cichu skierowałam się do pokoju, to co ujżałam było najsłodzym widokiem na całym świecie, miałam ochotę wydać z siebie głośne "Awwww...". Zobaczyłam Johna i Edwarda, widocznie byli bardzo zmęczeni bo usnęli na siedząco, Edward miał głowę na ramieniu Johna a starszy bliźniak obejmował go ramieniem. Nie mogłam sie napatrzec na ten jakże cudowny obrazek przed moimi oczami. Postanowiłam wyciagnąć mojego iPhona i zrobić im zdjęcie, bo w życiu mi w to nie uwierzą. *cyk* i już cała sytuacja uwieczniona, zobaczyłam, że mam na tapecie zdjęcie z Justinem, jak stoimi przytuleni i szczęśliwi, było to zaledwie pare dni temu. Od razu zmieniłam ją na zdjęcie śpiących bliźniaków. Biłam się z myślami, obudzić ich czy nie... W końcu postanowiłam, że nie mam zamiaru spać sama, podeszłam do nich powoli i usiadłam koło Johna. Powoli położyłam mu ręke na kolanie i zaczęłam go głaskać, zobaczylam uśmiech na jego twarzy "Bella..." wyszeptał i uśmiechną się szerzej. Po chwili zabrałam rękę, a John gdy otworzył oczy ujżał Edwarda a nie mnie.
 - EDWARD?! - krzyknął zdziwiony bliźniak - 
 - Hmmm...? - odezwał się zdiwiony i śpiący młodszy bliźniak -
 - Złaź ze mnie! I czemu macasz mnie po kolanie - dodał zdezorientowany John -
Ja nie mogłam wytrzymać u wybuchłam śmiechem. Nagle obydowoje sie odwrócili.
 - Bella? - zapytał Edward - to twoja sprawka - dodał z lekkim usmieszkiem -
 - Moja? No co ty! - powiedziałam z ironia w głosie - Przepraszam... ale tak słodko spaliście - dodałam głaszcząc Johna po rozczochranych włosach - 
 - Słodko? - zapytał John -
 - Nooo... - odparłam i wyciagnęłam telefon - zobaaczcie - powiedziałam i pokazałam im moja nową tapetę-
Bliźniacy wybuchnęli smiechem. 
 - No muszę przyznać, slodko wyglądamy. Prawda John? - powiedział Edward głosem ociekajacym słodyczą -
 - Tak, jak dwa słodkie truskawkowe lizaczki - odparł John i  obydwoje znowu wybuchnęli smiechem - 
 - Ha. ha. ha - powiedziałam - ale zabawne... Dla mnie to było naprawdę słodkie, bo już dawno nie widziałam jak się przytulacie - dodałam -
 - Ah, Bella - powiedział Edward - przecież wiesz, że my się kochamy. To tylko takie zgrywy - powiedział i uścisnął Johna -
-  No właśnie! - potwierdził John - Przecież jakbym tą księżniczkę naprawdę walnął to długo by nie wytrzymała - Powiedział John i się zasmiał -
 - Ej! nie jestem księżniczką! - zaprotestowal Edzio i udał obrażonego -
 - Dobra, jestem zmęczona moze sie polożymy? - Zaproponowałam, bo ledwo co utrzymywałam otwarte oczy - 
 - Pewnie, możemy juz iść spać - zgodził się John i ziewnął - jestem zmęczony - dodał - 
Wstalismy i skierowaliśmy sie do sypialnii z dwoma pojedynczymi i jednym podwójnym łóżkiem. Ja i John oczywiście położyliśmy się razem a Edward poszedł na pojedyncze łóżko po mojej lewej. Przytuliłam się cichutko do Johna,.
 - Edward? - zapytalam po chwili -
 - Hmmm...? - Odezwał się młodszy z bliźniaków - 
 - Nie jest ci tam smutno samemu? - zapytałam po cichu - jak chcesz to możesz się koło nas położyć -
 - Nie no co ty. - usłyszałam śmiech Edwarda - leżcie sobie razem gołąbeczki. Tylko nie hałasujcie za bardzo w nocy, bo jestem naprawdę zmęczony - dodał nadal rozbawiony - 
 - Bardzo śmieszne - powiedziałam - powiedz to Johnowi, to on chrapie jak stary, zepsuty traktor. 
 - Wcale nie - sprzeciwił się zaspany John -
 - Wcale tak! - Powiedzieliśmy równo z Edwardem i wybuchliśmy smiechem - 
 - Dobra, dobra. Możecie juz spać? - powiedział John, który już prawie spał - 
 - Ok, ok. Dobranoc. Kocham was - powiedziałam -
 - Dobranoc - odpowiedział też zaspany Edward -
 - Dobranoc Kochana - powiedział John - też cię kocham - dodał i pocałował mnie w usta, był to krótki ale pełen miłości pocałunek - 
   Po chwili już wiedziałam, że John śpi, bo czułam jeo stabilny oddech na moim policzku i ciche pochrapywanie, "Edward pewnie też śpi" pomyślałam. 
   Cały czas się wierciłam, nie mogłam usnąć, bo gdy zamykałam oczy widziałam przed soba smutną twarz Justina. I myślałam o wszystkich naszych szczęśliwych chwilach. Nawet nie zauważyłam kiedy z oczu zaczęły spływać mi łzy. Myślałam, że to rozstanie nie będzie dla mnie takie trudne, a jednak wszystko powoli zaczęło do mnie docierać, a najbardziej to, że okłamujac zraniłam go podwójnie. Po chwili postanowiłam wstać do łazienki aby nie zmoczyć Johnowi całej koszulki swoimi łzami. Wstałam po cichu aby nie zbudzić bliźniaków, gdy spojrzałam na zegarek była juz 1.25, co oznacza, że od ponad 3 godzin nie śpie. Stanełam na  przeciwko lustra i zobaczyłam, że mam podkrążone i czerwone od płaczu oczy. Znowu zaczęłam płakać, usiadłam pod ścianą, podkuliłam nogi do siebie i cicho szlochałam. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale po chwili stwierdziłam, że lepiej położe się w końcu spać. Wstałam, wytarłam oczy, przemyłam twarz zimna wodą i powoli poszła spowrotem do pokoju, gdy przechodziłam koło łóżka Edwarda usłyszalam jego głos.
 - Bella? - zapytał po cichu - 
 - Tak, to ja, byłam w lazience - powiedziałam ochrypłym głosem - 
 - Dlaczego płakalaś? - zapytał zatroskany Edzio, no tak, długo się znaliśmy, pewnie potrafił rozpoznać po moim głosie kiedy płacze - 
 - To nic takiego - powiedziałam, a kolejny potok łez zbierał się w moich oczach - 
 - Chodź tu - wyszeptał i  usłyszałam jak w ciemności podnosi kołdre aby zrobic mi miejsce, nie miałam wyboru, podeszłam do niego i wcisnęłam sie pod kołdrę - Co się dzieje? - zapytał - Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć - dodał zatroskany - 
 - Ciągle myślę o Justinie i o tym jak go zraniłam - powiedziałam i przytuliłam sie do niego - Nie wyobrażam sobie tego jak on musi sie czuć po tym jak go tak okłamałam - wytłumaczyłam -
 - Ale pomyśl - zaczął Edward - Z kim jesteś szczęśliwsza? Kogo NAPRAWDĘ kochasz? - 
 - No Johna oczywiście - odpowiedziałam cicho - ale źle się czuje z tym, że tak zraniłam Justina, on poświęcił mi tyle czasu... - dodałam - 
 - Ale w końcu wyznałaś mu prawdę, i to jest najważniejsze. Chyba nie chciałabys być nadal z Justinem a tak naprawdę kochać Johna? - zapytał - 
 - Chyba masz rację - przyznałam - lepiej,  że dowiedział sie teraz niż później. 
 - Widzisz? Mi się wydaje, ze postapilaś odpowiednio - powiedział i pocałował mnie w czoło -
 - Edward, ty zawsze wiesz jak mnie pocieszyć - powiedziałam i uścisnęłam go - nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła!
 - Zawsze do usług! - powiedział Edzio i cichutko sie zaśmiał - 
 - Dobrze, ide spać chyba, bo czuje, że jestem zmęczona - powiedziałam i ostanio raz uścisnęłam mojego przyjaciela -
 - Dobranoc, i nie martw sie tym - powiedział Edward - Podjęłaś właściwą decyzję -
 - Dzięki  Edward. Jesteś kochany - powiedziałam i skierowałam się do łóżka w którym John smacznie spał-
  Położyłam się i przytuliłam do mojego chłopaka. Dzięki Edwardowi zrozumiałam, że podjęłam właściwą decyzję i będę z nim naprawdę szczęsliwa. Po paru minutach juz spałam.
  Obudził mnie głos walenia do drzwi, bardzo głośnego walenia do drzwi. Usiadłam, Johna i Edwarda chyba tez to obudziło bo siedzieli na łóżkach i przecierali zaspane oczy. Domysliłam się, że jest bardzo wcześnie bo słońce dopiero wschodziło i na dworzu było jeszcze dosyć ciemno. Spojrzałam się ze zdiwieniem na Johna, od tez wyglądał na zdziwionego. "Pewnie jakiś stary pijak się dobija do drzwi i zaraz pójdzie" pomyślałam.
 - BELLA! - usłyszałam znajomy głos - OTWIERAJ TE CHOLERNE DRZWI! 
 - JUSTIN?! - Spojrzałam wystraszona na Johna - 
                                                          

       CDN


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejny rozdział! Yaay! :D Jeśli sa błędy, to bardzo, bardzo, bardzo przepraszam. Postanowiłam, że nie będę go czytać drugi raz, bo jak zacznę wszystko zmieniać to nigdy go nie dodam :D
   
A więc chce go zadedykować PAULINIE! Nawet nie wiesz jak mi miło, że ktoś to czyta! Dałaś mi motywacje do napisania tego rozdziału! <3 Much Love =:)

    Mam nadzieje, że kolejny  dodam szybko, ale nie obiecuję, szkoła mnie przytłacza O.o

Peace Out! :D

wtorek, 13 listopada 2012

ROZDZIAŁ VI

- Dobrze. Porozmawiajmy... - Powiedział niepewnie i mnie przytulił-
  Nie wiedziałam od czego zacząć... Zacząć krzyczeć na nich, że wcześniej mi nie powiedzieli, albo przytulić go i powiedzieć, że będzie dobrze. Moje myśli były splątane, siedziałam i szlochałam, nie mogłam przestać. John ciągle mnie przytulał, czekał aż przestanę płakać. Cały czas zastanawiałam się jak to się stało, że w ogóle brał narkotyki? Przecież on nigdy nawet nie palił papierosów, nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam aby on wszystko mi wyjaśnił. Oderwałam się od Jawna i spojrzałam mu prosto w oczy, zobaczyłam, że też płakał.
- Edward? - zwróciłam się do młodszego bliźniaka - Zostawisz nas samych? - poprosiłam i lekko się uśmiechnęłam -
- Tak pewnie - oznajmił i poklepał mnie po ramieniu - wszystko będzie dobrze - pocieszył mnie i wyszedł -
  Przez pare minut nadal siedziałam cicho nie wiedząc jak zacząć tą rozmowę. Postanowiłam, że powinnam pierw dowiedzieć się jak to się stało, że wogóle brał te narkotyki? I dlaczego chciał popełnić samobójstwo?!
- John... - zwróciłam się do niego, ale głos mi się załamał - prosze, wytłumacz mi, dlaczego brałeś narkotyki? - Zapytałam cicho i spojrzałam w jego zielone oczy. -
   Zobaczyłam w nich, że rozmyśla o tym co mi powiedzieć. Po chwili odwzajemnił mój wzrok i zaczął mi tłumaczyć...
- Bella... Wiem. Nigdy nie brałem narkotyków, ja nawet nie paliłem! - powiedział z obrzydzeniem - Na początku chce abyś wiedziała, że teraz wszystko jest dobrze - dodał i lekko się uśmiechnął w moją stronę - Powinnaś wiedzieć jak to się zaczęło... - powiedział i przerwał na chwilę, zobaczyłam jak wpatruje się w dal próbując sobie wszystko przypomnieć - Gdy pojechaliśmy do Irlandii, przez pierwsze dni nie chodziłem do szkoły. Nie mogłem się z wszystkim pogodzić, w końcu Edwardowi udało się wyciągnąć mnie z domu. To chyba nie był dobry pomysł... Poznałem tam paru nowych znajomych, wydawali mi się ok. Wspierali mnie we wszystkim, w weekendy wychodziliśmy na imprezy. Oni pili, palili i brali narkotyki, ja nie chciałem. Raz siedziałem sam z Mathem, jednym z moich nowych znajomych. Zapytał się mnie dlaczego cały czas jestem taki przygnębiony, opowiedziałem mu o tobie, o tym, że nie mamy jak się widywać. Że bez ciebie nie mam po co żyć, po prostu mu o wszystkim powiedziedziałem... Wtedy on mi zaproponował abym wciągnął jakieś prochy, powiedział, że po tym będzie mi lepiej, że o wszytskim zapomne. I faktycznie tak było. Gdy zacząłem brać, przez całą noc o niczym nie myślałem, było jak w raju. Ale gdy rano się budziłem, czułem się strasznie, wszystko mnie bolało. Poprosiłem Matha, a on załatwiał mi kolejne działki. I tak to się zaczęło, "chodziłem" do szkoły, na lekcjach byłem praktycznie nieprzytomny, myślałem tylko o tym kiedy będę mógł znowu o wszystkim zapomnieć. Robiłem wszystko tak aby Edward nie zauważył, mówiłem mu, że nocuje u znajomych, a on mi wierzył... Po miesiącu byłem już całkiem uzależniony, nie myślałem o niczym innym, a Ed'ard zaczął coś podejrzewać. Raz poszedłem z Mathem i jego kumplami na impreze, później gdy wszyscy siedzieliśmy, a ja zacząłem wciągać, okazało się, że był tam Edward. Gdy mnie zobaczył to po prostu zamarł, chciałem mu wszystko wytłumaczyć, ale nie chciał słuchać. Kazał wracać mi do domu, abyśmy mogli spokojnie pogadać, przez całą drogę płakałem, nie wiem co mnie napadło, ale po prostu czułem, że wszystkich zawiodłem. Potem gdy już siedzieliśmy u siebie w pokoju. Ed'ard próbował, ze mną rozmawiać, wytłumaczyłem mu, że to wszystko przez rozstanie z tobą. Wtedy on się mnie zapytał co TY byś pomyślała jakbyć się dowiedziała, i czy nie czuje, że zawiodłem CIEBIE! Nie mogłem znieść myśli, że zwiodłem właśnie ciebie. Pobiegłem do łazienki, Edward myślał, że po to aby płakać, ale nie. Ja chciałem się zabić. Pobiłem małe lusterko i próbowałem przeciąć sobie żyły, prawie mi się udało... Leżałem, w około mnie było pełno krwi, zaczęło mi szumieć w głowie, ostatnie co zobaczyłem to wystraszona twarz Edwarda. Później tylko ciemność, gdy się znowu obudziłem, leżałem w szpitalu, Ed'ard powiedział mi, że spałem 3 dni. Niestety okazało się, że powiedział rodzicom o moim uzależnieniu, byli oni na mnie bardzo źli i wysłali mnie do psychologa i na odwyk... To było straszne. Po tym wszystkim zrozumiałem jaka jesteś dla mnie ważna, a rodzice zgodzili się abym przyjechał tu na wakacje, a może nawet został na zawsze... - Gdy skończył opowiadać złapał mnie za obie ręce i spojrzał prosto w oczy -
   Nie wiedziałam co na to powiedzieć, to wszystko co on powiedział było okropne. Nie mogłam sobie wyobrazić, Johna który bierze narkotyki,a jeszcze gorsze, który chce popełnić samobójstwo. Gdy o tym myślałam, łzy zaczęły mi napływć do oczu, w końcu nie mogłam się powstrzymać i znowu wybuchłam płaczem. Jawn mnie przytulił i kołysał jak małe dziecko. Siedzieliśmy tak długo, nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć. Ale John chyba rozumiał mnie bez słów. Gdy już powoli się uspokoiłam podniosłam głowę i zobaczyłam Johna, który miał oczy czerwone od płaczu. Lekko się do niego uśmiechnęłam, a on odwzajemnił mi uśmiech, jak zobaczyłam, że się uśmicha odrazu mi się polepszyło.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam cicho i złapałam go za rękę -
- Dopóki ty jesteś ze mną, napewno będzie. - odpowiedział i spojrzał na nasze splecione ręce -
  Potem przez dłóższy czas siedzieliśmy w ciszy, po chwili postanowiliśmy włączyć telewizor aby się tak nie nudzić. Oczywiście John uparł się aby oglądać SpongeBoba, atmosfera się trochę rozluźniła i zapomnieliśmy o wszystkim.
     Gdy siedziałam tak do niego przytulona, rozmyślałam o tym jak on musiał się czuć gdy mnie przy nim nie było, nie chciałam go nigdy więcej opuszczać. Podczas mojego rozmyślania nie zauważyłam, ze John usnął, zorientowałam się dopiero gdy usłyszałam jego głośne chrapanie. Gdy spojrzałam w górę ujrzałam mojego chłopaka, grzecznie śpiącego na jego niewinnej buzi widniał lekki cudowny uśmiech. Nie chciałam go budzić ale cholernie chciało mi się siku! lekko wstałam i poczułam jak John ściska mnie mocniej w swoich ramionach i lekko otwiera oczy.
- Hej Kochanie - powiedział zaspanym głosem i się uśmiechnął - przepraszam, że usnąłem.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam i pocałowałam go lekko w usta - pewnie jesteś zmęczony, może chcesz się położyć? - zaproponowałam -
- Jeśli Nie masz nic przeciwko to możemy się położyć... - powiedział i znowu się uśmiechnął -
- Ja też mogę z wami?! - Usłyszałam Edwarda wbiegającego do pokoju - Też się chce z kimś pomiziać - powiedział i zrobił minę bezdomnego pieska -
- Ty, księżniczko lepiej znajdź sobie jakiegoś księcia - powiedział John i wytkał do niego język -
- Pożałujesz tego! - Wykrzyknął młodszy bliźniak i rzucił się w stronę Johna -
  I tak rozpoczęła się trzecia wojna światowa (na poduszki) pomiędzy bliźniakami. Gdy się dalej wygłupiali, postanowiłam, że powinnam wziąć prysznic.
- Chłopcy! - krzyknęłam - ide wziąć prysznic! - oznajmiłam -
- A moge z tobą?! - zapytał podekscytowany John, gdy Edzio to usłyszał wydał z siebie dźwięk wymiotów-
- Tak, chciałbyś! - powiedziałam i pobiegłam do łazienki -


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Jest to chyba naj krótszy rozdział EVER, no ale tak długo nie dodawałam notek, że postanowiłam to opublikować.

   Myślę, że jutro uda mi się coś jeszcze napisać, ale nie obiecuje :).
Ogólnie to mam zamiar skończyć to opowiadanie, bo mam od dawna w głowie inne...!
 
A więc prosze, NO HATE. =:)


                                  Mój Twitter: http://twitter.com/I_eat_a_banana

sobota, 2 czerwca 2012

ROZDZIAŁ V


     Zjedliśmy szybko tosty a ja postanowiłam jak najszybciej zadzwonić do Justina....
- Dobra, chłopcy. Ja ide zadzwonić do Justina - powiedziałam wzdychając -
- Będzie dobrze. - powiedział John i mocno mnie przytulił -
- A co ty chcesz mu wogóle powiedzieć? - zapytał Edward -
- No musze mu powiedzieć, że nie możemy być już razem... - powiedziałam smutno -
- Poradzisz sobie z tym? - zapytał cicho Ed'ard -
- Nie mam wyboru - westchnęłam smutno -
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić ? - zapytał John -
- Tak jestem tego w stu procentach pewna - odpowiedziałam odrazu -
  Wstałam od stołu i odrazu udałam się do swojego pokoju, aby spokojnie zadzwonić do Justina. Gdy wybierałam jego numer serce biło mi jak szalone, myslałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Halo? - usłyszałam głos Justina -
- Ymmm... Cześć Justin... Tu Iza - powiedziałam powoli -
- Oh. Hej. - powiedział bez entuzjazmu -
- Justin... Myśle, że musimy porozmawiać - wydusiłam cicho -
- Też o tym myślałem - powiedział nadal bez żadnych emocji - To może spodkajmy się za 5min, przejdziemy się gdzieś i spokojnie prozmawiamy -
- Okay. Możemy się przejść - odpowiedziałam smutno, nie chciałam odbywać z nim tej rozmowy -
- Dobrze. to zaraz po ciebie przyjde. - odparł i bez pożegnania się rozłączył -
- Pa - powiedziałam sama do siebie -
   Wyszłam z pokoju, założyłam buty od Jeremyego Scotta (Swag xD), zażuciłam na siebie bluzę i powiadomiłam bliźniaków, że wychodzę.
- Chłopcy. Ja ide. - krzyknęłam -
- Okej. Powodzenia - usłyszałam głos Ed'arda i głos stóp biegnących w moją stronę -
- Wszystko będzie dobrze. - usłyszałam głos Johna i poczułam jak mnie przytula - Wierze w ciebie. - Dodał całując mnie lekko w usta -
- Ciesze się, że we mnie wierzysz - powiedziałam i pocałowałam go ostatni raz -
- Idź już, bo Justin czeka. - odparł John -
- Okej. Pa. - Powiedziałam i na pożegnanie mocno go przytuliłam -
  Wyszłam z domu a przed nim stał juz Justin, jak zawsze cudownie wyglądał. Chociaż tym razem jak mnie zobaczył nie uśmiechał się tak jak zawsze, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Cześć - przywitałam się, gdy stanęłam obok niego -
- Hej - powiedział obojętnie. Nie przytulił mnie na powitanie jak zawsze -
- To idziemy? - zapytałam, on nie odpowiedział tylko ruszył powoli. Po chwili poszłam za nim -
  Szliśmy chwile w ciszy. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Nie musiałam, bo on pierwszy się odezwał.
- Iza. Co się stało? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź - Czemu mi nie powiedziałaś, że wcześniej się widywałaś z tym... Johnem - wypowiedział jego imię przez zęby -
- Bo chciałam o nim zapomnieć - usprawiedliłam się -
- Ale nie zapomniałaś... - powiedział patrząc mi w oczy - Nadal go kochasz. - stwierdził - Widać to po tym jak na niego patrzysz a on na ciebie. Na mnie nawet w połowie tak nie patrzałaś jak na tego... Nie wiem jak go nazwać - dokończył ze złością  -
- Przepraszam, Justin... Ja myślała, że już do niego nic nie czuje... - powiedziałam ze smutkiem w głosie -
- Ale czujesz! - krzyknął Justin- Jak mogłaś mnie tak okłamać?! - zapytał zły -
- Naprawde przepraszam... - Mówiłam przez łzy - Nie chciałam aby to się tak skończyło -
- Ale się skończyło! - powiedział JB i spojrzał mi w oczy, zobaczyłam w nich złość i smutek -
- Tak... - powiedziałam i łzy spłynęły mi po policzkach - Ja naprawde kocham Johna...
- Nie rozumiem dlaczego mnie okłamywałaś! - powiedział  Justin zdenerwowany - myślałam, że mi ufasz!
- Ufam. Ale nie chciałam ci tego mówić... - powiedziałam i wbiłam wzrok w ziemię -
- Myślałem, że tylko mi się wydaje, że coś  do niego czujesz jak przyjechał. - powiedział troche spokojniejszy - Ale po tej piosence byłem pewny... - dodał i spojrzał mi w oczy -
- Justin... - powiedziałam i złapałam go za ręke - Przepraszam. Jesteś naprawdę cudownym człowiekiem -
- Ale nie tak cudownym jak John. - powiedział z ironią -
  Nic na to nie odpowiedziałam. Nie znałam go od tej strony...
- Chyba czas się rozstać. - odparł po chwili - bo rozumiem, że kochasz Johna i teraz będziesz z nim  - powiedział i ujrzałam smutek w jego oczach -
- Kocham go. Ale nie wiem czy z nim teraz będe - odpowiedziałam szczerze. Nie wiedziałam czy byłam gotowana aby być z Johnem. -
- On cię naprawdę kocha. - powiedział cicho Justin - Wierze, że cię nie skrzywdzi - dokończył i mnie przytulił "Będzie mi tego brakować" - pomyślałam
- Justin... - powiedziałam przez łzy - jesteś cudowny. Mam nadzieje, że kiedyś chociaż w połowie odnowimy naszą przyjaźń - odparłam cicho, wiedziałam, że narazie to jest niemożliwe -
- Never Say Never - powiedział Justin i się uśmiechnął -
  Chwile staliśmy przytuleni, ale stwierdziłam, że przez to jest mi gorzej. Jeśli miał to być koniec to TERAZ.
- Pa Justin - odparłam odsuwając się od niego  i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku -
- Pa. Iza. - powiedział i lekko pocałował mnie swoimi ciepłymi ustami "Tego też będzie mi barkować" pomyślałam. -
  Po tym krótkim pocałunku po prostu odwróciłam się i poszłam.
  Moje policzki zalały się łzami a ja szłam w stronę domu. Nic nie widziałam, łzy zamazały mi cały obraz. Czekałam tylko aż znajdę się w domu w objęciach Johna. Wyobrażałam sobie jak wyglądam, musiał to być okropny widok. Doszłam do domu i powoli otworzyłam drzwi, zaczęłam zdejmować buty, gdy już się rozebrałam nadal płacząc skierowałam się w stronę pokoju gościnnego. Gdy weszłam zobaczyłam, że John i Edward siedzą i oglądają telewizję. Jawn się odwrócił i gdy tylko mnie zobaczył, wstał i podbiegł do mnie a ja odrazu się do niego przytuliłam.
- Wszystko będzie dobrze - szeptał mi John  do ucha -
- Nie. Nie będzie. - odparłam cicho - On mnie teraz nienawidzi...
- Spokojnie - powiedział cicho John - Jest na ciebie po prostu zły. To moja wina - dodał smutno -
- Nie, John. To nie twoja wina, powinnam mu powiedzieć, że kiedyś coś do ciebie czułam - odparłam cicho.
- Ale gdybym nie zaśpiewał ci tej piosenki, to byś siedziała teraz w jego ramionach i była dalej szczęśliwa - odpowiedział, a gdy na niego spojrzałam, zobaczyłam smutek w jego oczach  i zauważyłam, że są podkrążone i jego twarz jest strasznie blada  -
- Kochany... - zaczęłam i mocniej go przytuliłam - nie obwiniaj się. Prędzej czy później i tak bym nie wytrzymała, aby ukrywać wszystko przed Justinem. Mimo wszystko, nadal kocham cię najbardziej na świecie - zapewniłam go -
   Gdy skończyłam mówić, uniósł mój podbródek i pocałował lekko.
- Ej! - usłyszałam krzyk Edwarda - Ja też tu jestem! - dodał oburzony - Możecie się przy mnie nie migdalić, bo aż mi się wymiotować chce... - powiedział i włożył sobie palec do buzi -
- Przepraszam Księżniczko! - powiedział John a ja się roześmiałam -
- Może usiądźmy? - zaproponowałam i usadowiłam się koło Edwarda -
  Usiadłami przytuliłam się do Edzia, gdy John usiadł koło nas zrobił obrażoną minę.
- Co się stało? - zapytałam śmiejąc się - zazdrosny jesteś?
- O kogo? - zapytał zdziwiony - O tego Wieśniaka imieniem Edward? Przecież on nie ma ze mną szans... - dodał i zaczął się głośno śmiać -
  Chwilę się jeszcze posprzeczaliśmy, oczywiście John wyrwał mnie z ramion Ed'arda. I około godziny oglądaliśmy telewizję. Byłam smutna i wesoła w tym samym czasie, smutna bo straciłam Justina a wesoła bo odzyskałam Johna. Ostatecznie postanowiłam skupić się na Johnie i nie rozpaczać po Biebsie... Cały dzień przesiedzieliśmy w domu, bo była straszna pogoda. Zjedliśmy obiad, i "oglądaliśmy" telewizję, a raczej telewizor był włączony a my cały czas rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Później gdy John postanowił się wykąpać, zostałam sama z Edwardem. Przez chwilę się nie odzywaliśmy, ale on w końcu przerwał ciszę.
- Bella? - Spojrzałam na niego, uśmiechał się do mnie miło - Dziękuje. - Powiedział i mnie przytulił.
- Yyy..? - nie wiedziałam o co mu chodzi - Ale za co dziękujesz? Nie rozumiem. - zapytałam -
- No za to, że dałaś Johnowi szansę. - odparł i spojrzał mi w oczy - Bez ciebie on nie potrafi żyć. Nawet nie wiesz jaki on teraz będzie szczęśliwy. Wszystko się całkowicie zmieni - dodał i spojrzał zamyślony w dal -
- Ale co się zmieni? - zapytałam. Znowu nie wiedziałam o co mu chodzi -
- Nie ważne. Najważniejsze, że teraz już nie będzie robił żadych głupot. - odpowiedział wymijająco -
- Jakich głupot?! - Krzyknęłam zszokowana - O co chodzi? Edward! Powiedz mi! - prosiłam go, nie rozumiałam o co mu chodzi. -
- Bella. - zaczął powoli, patrząc mi prosto w oczy - Pamiętasz jak nie dzowniliśmy do ciebie bardzo długo? - pokiwałam głową na znak, że pamiętam - John wtedy miał straszne problemy. Po tym jak wyjechaliśmy z Polski do Irlandii to całkiem się załamał. - odparł i głośno westchnął - Myślę, że on sam powinien ci o wszystkim opowiedzieć.
- Edward? - zapytałam przerażona - Co się działo przez ten czas ?
- John powinien ci sam o wszystkim opowiedzieć... - Powtórzył znowu  - Ale po odwyku wszystko jest już lepiej. - dodał szybko -
- ODWYKU?! - krzyknęłam - O CZYM TY DO CHOLERY JASNEJ MÓWISZ?! - Wykrzyknęłam jeszcze głośniej. O co mu chodziło, jakim odwyku? -
- Ej, - powiedział i złapał mnie za rękę - Spokojnie. Nie denerwuj się - próbował mnie pocieszyć -
- Jak mam się nie denerwować?! - wykrzyknęłam znowu - Właśnie powiedziałeś mi, że John był na odwyku! Mam być spokojna?! - zapytałam retorycznie -
- Bella. Zrozum. - powiedział cicho - dla niego to jest bardzo trudne. Nie możesz na niego z tym wszystkim nagle wyskoczyć. John bardzo to wszystko przeżył. Nie jest mu łatwo o tym rozmawiać - wytłumaczył mi powoli, jakby mówił do małego dziecka -
- Okej, okej. Porozmawiam z nim powoli - zgodziłam się - Tylko powiedz mi, jaki odwyk? - zapytałam z nadzieją, tkiże to nic poważnego. Może za dużo papierosów palił... -
- On był uzależniony od narkotyków Bella. Od narkotyków. Rozumiesz? - powiedział z niedowierzaniem i łzami w oczach - A ja przez pare miesięcy tego nie zauważyłem. Co ze mnie za brat? - zapytał i schował głowę w rękach a ja siedziałam z szeroko otwartymi oczami.-
  Przez pare chwil nie wiedziałam co zrobić. John. Mój John, był uzależniony od narkotyków. Jak to jest możliwe? Czemu Edward mi o tym wcześniej nie powiedział?. Moje rozmyślania przerwał cichy głos młodszego bliźniaka.
- Raz nawet próbował popełnić samobójstwo - kontynuował wpatrzony gdzieś w dal - Ty to rozumiesz? - zapytał cicho. Nie, nie rozumiałam. Zaczęło mi się kręcić w głowie. - Prawie mu się udało - mówił dalej - Gdyby nie to, że wszedłem wtedy do łazienki... Mogłoby go teraz z nami nie być - dokończył -
   Zobaczyłam jak pojedyncza łza spływa po jego bladym policzku. Na myśl o tym, że mogłoby go teraz tutaj z nami nie być zbierały mi się łzy w oczach, aż zaczęły spływać po mojej ciepłej twarzy. Poczułam, że Ed'ard mnie przytula. Gdy tak siedzieliśmy usłyszałam jak John wychodzi, nadal byłam przytulona do piersi Edzioszka i cicho szlochałam. Nie miałam zamiaru się od niego odrywać, nie wiedziałam jak zacząć rozmowe z Jawnem.
- A co tu się dzieje? - zapytał śmiejąc się - Już mi zabie... - zaczął, ale przestał gdy zauważył, że płaczę - Bella? Co się stało? - powiedział zszokowany, podszedł i usiadł koło mnie -
  Oderwałam się od Edwarda aby spojrzeć Johnowi w oczy. Zobaczyłam w nich smutek i zdezorientowanie. Nie wiedział dlaczego płaczę, ale musiałam z nim o tym porozmawiać. Jak najszybciej.
- John - zaczęłam ale głos mi się załamał -
- Bella? Kochanie. Co jest? czemu płaczesz? - zapytał z troską w głosie -
- John - zaczęłam znowu, już silniejszym głosem - Musimy porozmawiać. Edward powiedział mi co się działo w Irlandii gdy wyjechaliście - oznajmiłam i spojrzałam w jego oczy, zobaczyłam w nich ból -
- Dobrze. Porozmawiajmy... - Powiedział niepewnie i mnie przytulił-





-----------------------------------------------------------------------------------


FUCK. Wieeeem, krótki rozdział. Chociaż męczyłam się z nim chyba z 2 tygodnie. Dzisiaj nie mam już czasu aby więcej napisać więc publikuje to co zdążyłam. Jutro postaram się dodać więcej =:)


Tak jak obiecałam daaaawno temu dedykuje ten rozdział SYLWII :D Dziękuje za nasze rozmowy na gg :) <3  #MuchLove



                                                                     SWAG =:)

niedziela, 22 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ IV

     John spojrzał mi prosto w oczy i zaczął grać niznana mi melodię. Po chwili usłyszałam słowa...

We sit here watching passing cars,
Here in the dark,
Headlights shine like, shooting stars,
How beautiful you are,

I know it may sound craZy,
But I swear they're here tonight,

I hold the world,
In my arms,
Where you begin is where I start,
The universe,
Revolves around us,
It's like nothing out there matters,

I hold the world, the world, the world,
I hold the world, the world, the world,

It dawned on me at 2AM,
While you were sleeping,
The shadows danced upon your skin,
They're pulling me in,

We gravitate to each other,
Woah, ooh oh oh,
Like planets we collide,

I hold the world,
In my arms,
Where you begin is where I start,
The universe,
Revolves around us,
It's like nothing out there matters,

I hold the world, the world, the world,
We're fragile but unbreakable,
I hold the world,
Soaring higher as we fall,
I hold the world,
Nothing else is visible to me,
I hold the world,

I hold the world,
Here in my arms,
Where you begin is where I start,
The universe,
Revolves around us, round us, round us,

I hold the world,
In my arms,
Where you begin is where I start,
The universe,
Revolves around us,
It's like nothing out there matters,

I hold the world, the world, the world,

It's only you and me,
There's nothing else to see,
Because I hold the world,

It's only you and me,
There's nothing else to see,
Because I hold the world.
 
  Przez całą piosenkę wpatrywaliśmy się sobie w oczy, tamten wieczór wrócił, czułam czułam jakby wszystko wydarzyło się drugi raz. Gdy John przestał grać i śpiewać mocno mnie przytulił, i po chwili się odsunął aby znowu spojrzeć mi prosto w oczy... A ja mimowolnie zaczęłam płakać
- John... Ja nie wie- zaczęłam ale mi przerwał -
- Cii... Nic nie mów - odparł i starł mi łzy z policzków opuszkami palców - Chciałem abyś widziała co czułem wtedy i że to się nie zmieniło - powiedział i pojedyncza łza spłynęła mu po policzku -
   Gdy tak na niego patrzałam, przypomniałam sobie dlaczego go kochałam. A raczej, dlaczego go kocham, dopiero dopuściłam do siebie myśl, że moje uczucia do niego wogóle się nie zmieniły... Przez ten rok wmawiałam sobie, że już go nie kocham, gdy tak naprawdę on zabrał pół mojego serca ze sobą do Irlandii, kochałam go najbardziej na świecie. Tylko dlaczego teraz jestem z Justinem? Kochałam go, ale nie wiem czy bardziej niż przyjaciela, potrzebowałam po prostu kogoś kto mnie zrozumie i będzie pocieszał, Justin był do tego idealny... Pod wpływen tych rozmyśleń moje policzki znowu pokryły ciepłe łzy, przysunęłam się do niego i mocno przytuliłam.
- Dziękuje John... Ta piosenka jest cudowna - powiedziałam przez łzy, poczułam, że mnie głaszcze po plechach lecz z lekkim dystansem. Pewnie Justin już przyszedł, ciekawe jak długo nas oglądał -
   Odsunęłam się powoli od Johna aby spojrzeć na mojego chłopaka, jego mina była bardzo zdezorienowana. A gdy na mnie spojrzał wykrzywił ją ból.
- Jeśli przyjechałeś tu, aby zabrać mi dziewczynę, to chyba ci się udało. - Powiedział Justin i z łzami w oczach odszedł w stronę swojego domu -
- JUSTIN! NIE! ZACZEKAJ! - Krzyczałam za nim ale się nie odwaracał -
- Spokojnie. wszystko będzie dobrze - powiedział John i spróbował pogłaskać mnie po plecach ale ja się odsunęłam i usiadłam na drugą ławkę -
- Nie. Nic nie będzie dobrze. - oznajmiłam - Przez rok się nie odzywałeś a teraz przyjeżdżasz wyznajesz mi, że nadal mnie kochasz i to przed moim chłopakiem i myślisz, że będzie dobrze? - powiedziałam cicho -
- To, że ja cię kocham nie znaczy, że ty mnie kochasz - odpowiedział cicho, prawie płacząc - Ty mi nic nie wyzałaś, a Justinowi pewnie jutro przejdzie i dalej będziecie szczęśliwą parą - powiedział sucho i odszedł w stronę domu -
- Tyle, że jak chce być z tobą nie z Justinem. - Wyszeptałam i wbiłam wzrok w swoje trampki. Nie wiedziałam czy usłyszał -
   Poczułam, że ktoś mnie obejmuje ramieniem, Edward. Przyciągnął mnie do siebie i lekko głaskał po plecach.
- Bella... Dobrze wszystko przemyśl. Mówiłem mu aby ci tego nie wyzawała, bo już się z tym wszystkim pogodziłaś i znalazłaś Justina, ale on się uparł - mówił cicho Ed'ard -
- Dobrze, że mi to powiedział... - Powiedziałam i wtuliłam się w niego mocniej -
- A co z Justinem ? - Zapytał zdziwiony Edward -
- Kocham go, ale nie tak bardzo jak Johna - Odpowiedziałam odrazu -
- Jakoś sobie poradzisz. - wspierał mnie Edzio - Lepiej chodźmy do domu, bo ci zimno - Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cała się trzęsę -
  Wstaliśmy nadal się obejmując ruszyliśmy w stronę domu. Gdy doszliśmy do drzwi, zobaczyłam, że ktoś siedzi na schodach przed nimi, odrazu poznałam, że to był John.
- Czemu nie wchodzisz do środka? - zapytałam -
- Chciałem jeszcze się przewietrzyć - odparł po cichu - i czekałem na was - powiedział i wstał -
- To może chodźmy już do środka, bo Bella się cała trzęsie z zimna - powiedział Ed'ard -
  Weszliśmy do domu i zdjęliśmy buty. Postanowiłam, że wezmę prysznic rano bo jestem bardzo zmęczona.
- Nie wiem jak wy, ale ja chce odrazu iść spać - ozanjmiłam ziewając -
- Ja też - odpowiedziałm Edzio a John pokiwał głową -
- Ej. Przeniesiecie dwa łóżka do rodziców do pokoju? - zapytałam - Nie chce dzisiaj spać sama.
- Pewnie - Powiedział John udał się do mnie do pokoju aby je przenieść a Edzio podążał za nim -
   Po 5 minutach leżeliśmy już w łóżkach, ja na podwójnym rodzinów John po mojej prawej na pojedynczym które przenieśli, a Ed'ard po lewej.
- Dobranoc chłopcy - odparłam ziewając -
- Dobranoc Bella - odparli równo -

    Stałam na środku pustej łąki a Justin stał przedemną, miał wściekłą minę i nagle zaczął biec ale ominął mnie i pobiegł dalej, gdy się odwróciłam zobaczyłam, że stoi tam odwrócony tyłem John. Gdy spojrzałam na ręce Justina zobaczyłam w jednej z nich nóż! "John!"  próbowałam krzyczeć "John!" ale żaden głos nie wydobywał się z mojego gardła. "JOHN!" Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, a gdy się odwrócił zobaczyłam, że jest uśmiechnięty. Justin był tylko pare metrów od niego. Przyspieszył i wbił mu nóż w pierś. Nie, to nie mogła być prawda. Gdy biegłam w jego strone zobaczyłam Justina który stał i się szeroko uśmiehał a z piersi Johna leciała przerażająco czerwona krew. Nie mogłam to uwierzyć. "JOHN! JOHN!"
 Krzyczałam przez łzy...

     Obudziłam się czoło miałam oblane zimnym potem, policzki mokre od łez. Przez chwile nie mogłam otrząsnąć się z obrazu Johna leżącego w kałuży krwi.  Odrazu spojrzałam w prawą stronę, naszczęście leżał tam John i co najważniejsze - nadal oddychał. Próbowałam znowu usnąć ale nie mogłam, ciągle miałam przed oczami wściekłą minę Justina i Johna leżącego w krwi. W końcu postanowiłam wstać z łóżka, podeszłam do Johna.
- John? John? - szepnęłam -
- Bella? - Otworzył powoli oczy - co się stało - zapytał zdenerwowany i usiadł na łóżko -
- Moge spać z tobą? - zapytałam - Miałam koszmar i nie mogę usnąć - przyznałam -
- Pewnie. Wchodź - zgodził się, zrobił mi miejsce i podniósł kołdrę -
- Dziękuje - powiedziałam wchodząc pod kołdrę, przytuliłam się do niego odrazu i położyłam głowę na jego torsie.
- Cała przyjemność po mojej stronie - szepnął John i objął mnie ramieniem -
- Nie opuszczaj mnie nigdy. - powiedziałam usypiając -
- Obiecuje. Nigdy więcej - wyszeptał i pocałował mnie w czoło -
   Resztę nocy przespałam spokojnie, obudził mnie cichy głos Edwarda.
- Ej, wieśniaki! Wstawajcie! - krzyczał - Już 11 !
- Co? - otworzyłam powoli oczy - Tak późno?!
- Tak, nie chciałem was wcześniej budzić - oznajmił Ed'ard -
- John! Wstawaj! - powiedziałm i zaczęłam go gilgotać, bo nadal mnie przytulał -
- Co?! - Krzyknął i zaczął się wykręcać i śmiać - Przestań! - krzyknął przez śmiech -
- Oh, W końcu się obudziłeś - powiedziałam śmiejąc się i odsuwając się trochę od niego -
- Widze, że już ci się humor poprawił - powiedział szczęśliwy Edward - Bo w nocy przez sen strasznie krzyczałaś - poinformował mnie Edward -
   Uśmiech odrazu zniknął z mojej twarzy gdy przypomniałam sobie Johna leżącego w kałuży krwi, odrazu się do niego przysunęłam i mocno przytuliłam aby upewnić się, że naprawdę tu jest.
- Ej, kochana. Co jest? - Zapytał zdenerwowany John -
- Nic, upewniam się, że naprawdę tu ze mną jesteś - wyszeptałam -
- Jestem, jestem. i nigdzie się nie wybieram - upewnił mnie i przytulił mocniej -
  Poczułam, że ktoś siada koło nas.
- Co ci się wczoraj śniło, że tak krzyczałaś? - zapytał zatroskany Ed'ard -
-  Śniło mi się, że... Justin zabił Johna - wyszeptałam -
  Gdy to powiedziałam, bliźniacy siedzieli cicho.
- Nie przejmuj się. To tylko sen - pocieszył mnie Edzio a John nic się nie odzywał -
- Edward? - zwrócił się John, do swojego brata bliźniaka - Mógłbyś proszę przynieść mi ubrania do przebrania? - poprosił go John -
- Nie możesz  sam... - powiedział ale jak zobaczył minę swojego brata odrazu zmienił zdanie - Ymm.. Okej, przyniose ci - odparł, wstał i ruszył w stronę drzwi -
  Gdy tylko wyszedł, John odwrócił się w moją stronę aby spojrzeć mi prosto w oczy.
- Bella. - zaczął - To co będzie dalej? - zapytał - Bo muszę wiedzieć, co dalej z nami będzie.
- John. Kocham cię najbardziej na świecie i chce z tobą być - powiedziałam i zbliżyłam się do niego - Chcę codziennie mówić ci jak bardzo cię kocham - dodałam i lekko pocałowałam go w usta -
- A co z Justinem? - zapytał, lekko zdezorientowany po pocałunku -
- Zadzwonię do niego i pójdę z nim porozmawiać - oznajmiłam - mam nadzieje, że później zostaniemy chociaż przyjaciółmi bo to wyjątkowy facet - powiedziałam nadal patrząc w jego szczęśliwe zielone oczy -
- On naprawdę cię kocha. Myślę, że postara się zrozumieć twoją decyzję - powiedział John i pocałował mnie jeszcze raz -
  Po chwili wstaliśmy aby się umyć i ubrać. Gdy weszliśmy umyci i ubrani do kuchni, Edward już przygotował śniadanie. Zjedliśmy szybko tosty a ja postanowiłam jak najszybciej zadzwonić do Justina...


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

   Kolejny rozdział, trochę krótki... Ale od wtorku mam 3 dni wolnego to pewnie dodam coś dłuższego :D 


   SWAG






















niedziela, 15 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ III

    Zobaczyłam odjeżdżającą taksówkę, i oczywiście ich.... Edwarda i mojego kochanego Johna...
    Pierwsze co rzucało się w oczy to ich śmiesznie sterczące blond włosy, były dłuższe niż jak ostatni raz ich widziałam, ubrani byli normlanie, oczywiście tak samo jak na bliźniaków przystało. Mieli na sobie czerwone spodnie i zwykłe czarne T-shirty. Gdy oni mnie ujrzeli rzucili walizki i ruszyli szybko w moją stronę. Gdy już do siebie dotarliśmy odrazu we trójkę się przytuliliśmy...
- Tak bardzo za wami tęskniłam - powiedziałam nie wypuszczając ich z uściusku i poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. -
- My też za tobą tęskniliśmy - powiedział Edzio -
    Po chwili się od siebie odsunęliśmy aby móc na siebie spojrzeć, gdy John zobaczył, że płaczę przytulił mnie znowu.
- Nie płacz kochana... Ja też bardzo tęskniłem - powiedział i pocałował mnie w policzek -
   Całyczas go przytulałam, mogłabym tak stać w nieskończoności, nagle przypomniałam sobie o Justinie. Odsunęłam się powoli od bliźniaka i poszłam w stronę mojego chłopaka, który stał niedaleko nas z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Chłopcy - zaczełam - poznajcie się to Justin - mój chłopak. A to John i Edward - Podali sobie ręke na przywitanie, Edward ze szczerym uśmiechem, a John lekko niepewnie z wymuszonym "smilem"
 znałam ich dobrze i wiedziałam kiedy szczerze się uśmiechają.
- Miło mi was poznać - powiedział JB z uśmiechem -
- Ciebie też - powiedział Edward, a John lekko przytaknął -
   Weszliśmy do domu a chłopcy zostawili walizki u mnie w pokoju.
- Pewnie jesteście głodni - powiedziałam - chcecie coś zjeść - zapytałam odrazu -
- Nie, dzięki po drodze jedliśmy sushi. - Odparł John -
- Aha... Hmmm... To co robimy? Musicie trochę odpocząć - zadecydowałam - Może pójdziemy do pokoju pooglądać telewizje, a potem spokojnie porozmawiamy ?
- Ok. Dobry pomysł - Powiedział Edzio i przybił mi piątkę -
- Justin? - zwróciłam się do mojego chłopaka który stał za mną - Ty o 12 idziesz z Michałem i Kacprem na deskę? Tak? - przypomniałam sobie -
- A no tak. Całkiem zapomniałem - powiedział - Co ja bym bez ciebie zrobił - uśmiechnął się i pocałował mnie w usta -
   Czułam się dziwnie gdy Justin całował mnie przed Bliźniakami, a szczególnie przed Johnem... Mój chłopak musiał iść się przygotować, ja zostałam sama z Johnem i Edwardem. Odrazu skierowaliśmy się do pokoju i usiedliśmy na kanapie przed telewizorem, ja oczywiście po środku. Godzine oglądaliśmy jakieś bajki co chwilę śmiejąc się z jakichś głupot.
- Nie jesteście zmęczeni? - zapytałam - bo mi się strasznie spać zachciało - powiedziałam -
- Ja też jestem zmęczony - Przytaknął John i ziewnął -
- Ja nie za bardzo - stwierdził Edward - ale chyba pójdę wziąść prysznic, nie myłem się od wczoraj - powiedział ze śmiechem. A Johna chyba za bardzo nie obchodzi to jak pachnie... - powiedział ze śmiechem -
- Bo on to moja mała świnka - powiedziałam i wytkałam do starszego bliźniaka język - Wiesz gdzie łazienka. Czuj się jak u siebie - zwróciłam się do Ed'arda -
     Poszedł po rzeczy i skierował się do łazienki. Została sama z Johnem...
- Mogę się do ciebie przytulić? - zapytałam niepewnie -
- Nie pytaj się o takie oczywiste rzeczy - powiedział i z uśmiechem rozłożył ręce -
     Położyłam głowę na jego klatce piersiowej a on objął mnie ramieniem. Brakowało mi go. Jego głosu, jego dodtyku, jego cudownego uśmiechu. Jak jeszcze mieszkali w Polsce każdą wolną sekundę spędzaliśmy we trójkę i nie mieliśmy siebie dosyć, czasem Edward wychodził z innymi dziewczynami, a John sądził, że woli zostać ze mną...
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam cicho -
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo... - szepnął -
   W telewizji leciała chyba jakaś komedia. Nawet nie wiem o czym była, wolałam wsłuchiwać się w bicie serca Johna. Gdy tak siedzieliśmy wszystkie wspomienia wróciły....

   Pamiętam nasze ostatnie spodkanie, rok temu, powiedzieli mi, że nie będą mogli tak często przyjeżdzą, bo ich dziadek zachorował i nie będzie ich stać na tak częste przyjazdy. Dzień przed ich wyjazddem poszłam z Johnem na spacer, poszliśmy nad jezioro. Usiedliśmy na mostu i patrzeliśmy na jeżdżące samochody z drugiej strony. Wszystko wyglądało tak cudownie, wokoło cicho, tylko co jakiś czas samochód przejeżdżał spokojnie. Położyłam głowę na jego ramieniu i siedzieliśmy chwilę w ciszy.
- Nie chcę żebyś jechał - powiedziałam próbując się nie rozpłakać -
- Ja też nie chce cię zostawiać... - Powiedział i mocno mnie przytulił -
- Nie mogę wytrzymać jak nie widze cię przez jedną noc, a co dopiero rok... - powiedziałam i ziepłe łzy spłynęły mi po policzkach -
- Będę bardzo bardzo tęsknić - powiedział, złapał mój podbródek i uniósł mi głowę tak abym spojrzała w jego cudowne zielone oczy przepełnione smutkiem - Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zapomnisz - powiedział -
- Nigdy. Przysięgam - Powiedziałam i zobaczyłam, że łzy spływaja mu po bladych policzkach. - Nie płacz - powiedziałam i opuszkami palców starłam mu łzy - 
     Wpatrywaliśmy się w siebie , gdy nagle nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, czułam jego słodki oddech na swojej skórze. Po chwili poczułam jego miękkie usta na swoich. Był to krótki pocałunek ale  przepełniony miłością i smutkiem, odsunęliśmy się od siebie ciągle patrząc w swoje oczy.  
- Kocham Cę Bella - powiedział cico -
- Ja ciebie też John - wyznałam szeptem - ale wiesz, że nie możemy być razem - dodałam i mocno go przytuliłam -
- Wiem.. - powiedział i odwzajemnił uścisk - ale to nie zmienia faktu, że cię kocham - oznajmił bawiąc się moimi włosami -
      Nie moglismy być razem. Wiedziałam jak się to skończy, on wyjedzie nie będziemy się widywać. Nasz związek nie wytzryma i nie dośc, że stracę chłopaka to i przyjaciela. A tego bym nie zniosła. Tylko my wiedzieliśmy o naszym uczuciu, od czasu do czasu wieczorem wychodziliśmy aby pobyć sam na sam. Chodzić za ręke na spacery, nic więcej. Nawet Edward o tym nie wiedział, była to jedyna rzecz której John nie powiedział swojemu bliźniakowi.
- Nie chcę cię tu zostawić... - powiedział smutno -
- Wiem, ale musisz wracać do Irlandii do rodziny, a szczególnie do dziadka - powiedziałam i przejechałam palcem po jego idealnie czerwonych ustach -
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham - powiedział -
  Nie odpowiedziałam, przyciągnełam go do siebie i nasze usta znowu spodkały się w delikatnym pocałunku. Siedzieliśmy tam jeszczę chwilę, ciągle w siebie wtuleni.
- John, powinniśmy już wracać. W nocy wyjeżdżacie, powinieneś się wyspać - przypomniałam -
   Po drodze postanowiliśmy, że dzisiejszy wieczór nie wpłynie na naszą przyjaźń i bęzie tak jak dawniej. Gdy dochodziliśmy do bramki, złapał mnie za biodra spojrzał mi prosto w oczy i zapytał. 
- Mogę pocałować cię ostatni raz? Chcę poczuć twoje usta ostatni raz - dodał -
  Znowu nie odpowiedziałam, zarzuciłam ręce na jego szyję i nasze usta znowu się złączyły. Tym razem na dużo dłużej, całowaliśmy się powoli aby dokładnie zapamiętać każdą sekundę z naszego ostatniego pocałunku. Usłyszałam głos otwierałam otwieranej bramki, ale i tak nie oderwałam się od Johna. 
- Przepraszam... myślałem, że to mój bra.. JOHN? BELLA? - usłyszałam zdziwiony głos Edwarda -
    Powoli odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy powoli na zdziwionego bliźniaka, ja nadal z rękami na szyi Johna a on ze swoimi na moich biodrach.

- Właśnie się żegnaliśmy - powiedział niepewnie John i mocno mnie przytulił - kocham cię - wyszeptał mi do ucha -
- Ja ciebie też - odpowiedziałam - 
- Właśnie szedłem aby sie pożegnać - powiedział nadal zdezrientowany Ed'ard - 
   Podbiegłam do niego i przytuliłam z całej siły, mimowolnie znowu zaczęłam płakać. Staliśmy tak chwilę, gdy poczułam, że ktos przytula mnie od tyłu. Staliśmy tak dobre 5 minut, Oni też płakali. To rozstanie było dla nas bardzo ciężkie. 
- Będę za wami bardzo tęsknić - powiedziałam - 
- My za tobą też. Postaramy się przyjechać jak najszybciej - zapewnili - 
Odsunęliśmy się od siebie aby sotatni raz na siebie spojrzeć. Podeszłam do Edwarda, przytuliłam go ostatni raz i pocałowałam w policzek. Potem odwórciłam się do Johna, miał oczy czerwone od płaczu, ciężko było mi na to patrzeć. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam, chciałam go pocałować w policzek ale odwrócił głowę i szybko pocałowałam go w usta. Spojrzeliśmy się sobie w oczy "kocham cię" powiedział bezgłośnie. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na Ed'arda... To był najtrudniejszy momennt w moim życiu...
- Będę za wami tęsknić - powiedziałam i bez oglądania się za siebie pobiegłm do domu z zapłakanymi oczami...
  To było najtrudniejsze pożegnanie w moim życiu.    
   Całą noc nie spałam, nie mogła się pogodzić z tym rozstaniem. Myślałam dużo o ty, że Edward nas widział, wolałam aby nikt o tym nie wiedział. Chociaż znając bliźniaków prędzej czy później by się dowiedział. 
   Po ich wyjeździe Edward dzwonił do mnie codziennie. My z Johnem po pierwszej rozmowie stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak nie będziemy ze sobą rozmawiać. Nie zniosłabym więcej jego smutnego głosu... Codziennie wieczorem pisaliśmy smsy, ale i tak płakałam. Rozmawiałam o tym z Edwardem, wyznał mi, że John też płacze w nocy gdy myśli, że on już śpi. Młodszy bliźniak zaproponował abyśmy trochę od siebie odpoczęli, aby mieć czas na przemyślenie wszystkiego. 
   Postanowiłam zająć się pożądnie szkołą, aby mieć jakieś zajęcie i o tym nie myśleć. Niestety wieczorami wszystko i tak wracało... Przez miesiąc każdą noc przepłakałam, to było naprawdę ciężkie rozstanie. Chodziłam w szkole jak zombie, uczyłam się w domu, przestałam nawet wychodzić z przyjaciółmi. Cały wolny czas poświęciłam nauce. 
   Pewnego dnia przyjechali do mnie Zuza, Aga i Kriss, aby mnie otrząsnąć. Udało im się. Bardzo mnie wspierali, zaczęłam normalnie funkcjonować, całkiem zapomniałam o Johnie. A potem wprowadził się Justin i wywrócił mój świat do góry nogami... *
 Przez to rzmyślanie chyba usnęłam... Przebudziłam się, nadal nie owierałam oczu, byłam przytulona do kogoś. Poczułam znajomy zapach, "John?" - pomyślałam. Mimowolnie się uśmiechnęłam i przytuliłam go mocniej. 

- John... - wyszeptałam radośnie mocno w niego wtulona -
  Nagle usłyszałam jakieś ciche szepty. Edward? I jeszcze jakiś... Justin? JUSTIN?! O nie, JUSTIN! Powoli otworzyłam oczy, i co zobaczyłam? Spałam na kanapie z Johnem! Może nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, że leżałam NA nim! Każdy centymetr naszego ciała się dotykał! Byłam w niego wtulona a on obejmował mnie ramieniem. Zezerientowana spojrzałam na Johna. Spał. Wyglądał tak słodko... Potem spojrzałam na drugą kanapę, siedzieli tam Justin i Edward, szeptali o czymś podekscytowani. Edzio spojrzał w naszą stronę, gdy zobaczył, że otwieram oczy skinął głową w moją stronę aby mój chłopak się spojrzał. Nasze oczy się spodkały i ku mojemu zdziwnieniu szeroko się uśmiechnął.
- Wstał już mój śpiszek - zapytał -
- Tak, nawet nie wiek kiedy usnęłam - dodałam -
- Gdy wychodziłem do łazienki oglądaliście film, a jak wróciłem już spaliście - powiedział Ed'ard uśmiechając się -
  Próbowałam wyswoodzić się z uścisku Johna, ale nie miałam tyle siły.
- John... Wstawaj ! - Próbowałam go obudzić -
- Bella? - zapytał zdezorientowany -
   Spojrzałam się na niego, nasze oczy się spodkały. Uśmiechnął się, brakowało mi jego uśmiechu... Przytulił mnie mocniej a gdy spojrzał w stronę Justina szybko rozluźnił uścisk i zaczął się podnosić.
- Cześć - przywitał się - Sory, że tak przytulam Bellę, ale jakoś tak wyszło - próbował się wytłumaczyć -
- Spokojnie - powiedział Justin - Byliście bardzo zmęczenie i tęskniliście za sobą - powiedział śmiejąc się -
- Chyba tak... - przyznała, już siedząc koło Johna - I co Justin? Jak było z chłopakami na desce?
- Faajnie - powiedział nadal uśmiechając się -
- Wiecie co wymyśliliśmy z Justinem ? - Zapytał Edward, uśmiechająć się do mojego chłopaka i podekscytowany spojrzał w naszą stronę -
- Zrobimy dzisiaj w nocy ognisko ! - Krzyknął uradowany Justin i przybił piątkę z Edwardem -
- Świetny pomysł! - powiedział równie uradowany John -


                               * Godzina przed ogniskiem * 

      Wszystko było już gotowe. Justin i John pojechali do sklepu po kiełbaski (xD), picie i różne potrzebne rzeczy. Ja zostałam z Edwardem, wzięłam koce dla każdego i poszliśmy rozpalić ognisko. 

     Było już ciemno, siedziałam i patrzałam jak mój przyjaciel rozpala ognisko. Był ubrany tak samo jak John, czarne rurki, zara gruba bluza i czarne Supry. Niby zwyczajny strój ale cudownie w tym wyglądali i do tego mieli "flat hair".
     Gdy ognisko było już rozpalone Edzio usiadł koło mnie uśmiechnięty. 
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam i go przytuliłam -
- Ja za toba też - odpowiedział i objął mnie ramieniem -
    Siedzieliśmy tak wtuleni i czekaliśmy na Johna i Justina. Edward był świetnym przyjacielem, kochałam go, ale tylko jak przyjaciela, nie tak jak jego brata bliźniaka... 
    Po 10min usłyszałam kroki i głośne śmiechy, cieszyłam się, że mó╦j chłopak i bliźniacy tak się polubili. Nie miałam zamiaru odrywać się od Ed'arda, było mi tak ciepło i miło... :)
- Hej, hej! A tu co się dzieje ? - Krzyknął John - 
- No właśnie - dodał roześmiany Justin - 

Was nie było to musiałam znaleść sobie innego misia - powiedziałam i poczułam, że Edzio się śmieje - 
    Gdy chłopcy się zbliżali przyjżałam się jak Justin jest ubrany, wyglądał identycznie jak bliźniacy... :D
Podszedł i pocałował mnie na powitanie w policzek, ja się tylko uśmiechnęłam. 
- Mamy kiełbaski - powiedział Justin u dumny uniósł przeźroczystą torebkę- 
- I pianki! - wykrzyknął uradowany John - 

   Gdy tylko to powiedział wiedziałam, że już długo nie będę w objęciach Edwarda. Odrazu się od niego odsunęłąm a młodszy bliźniak zerwał się na równe nogi.
- PIANKI?! - Krzyknął szczęśliwy -
   Ja i John wybuchnęliśmy śmiechem, Edward od zawsze uwielbiał pianki...
   Siedzieliśmy przy ognisku, śmiejąc się wygłupiając, zjedliśmy już kiełbaski. Teraz piekliśmy pianki, Edward był BARDZO ucieszony, czasami zachowywał się jak małe dziecko, ale za to go kochałam.
Po zjedzeniu pianek zauważyłam, że John jest trochę nerwowy i niespokojnie spogląda w moją stronę.
- Edward? Gdzie moja gitara? - zapytał się swojego bliźniaka, nie wiedziałam, że grał... -
- Nie wiem. Gdzieś koło walizek. - odpowiedział -
- A po co ci gitara? - zapytałam zaciekawiona -
- Pamiętasz ostatni wieczór zanim wyjechaliśmy ? - przytaknęłam. Pamiętałam każdy szczegół - W drodze samolotem napisałem dla ciebie piosenkę - powiedział nieśmiało i pobiegł w stronę domu. -
  Spojrzałam pytająco na Edwarda, on tylko westchnął i odwrócił wzrok.
- JUSTIN ! - usłyszałam głos mamy Justina -
- Musze iść na chwile, chyba dziadkowie dzwonią - powiedział i bez słowa pobiegł -
- O co chodzi Johnowi z tą piosenką ? - zapytałam Edwarda -
- Sama zobaczysz... Mówiłem mu aby tego nie robił - westchnął -
Chwilę potem przyszedł John z gitarą, usiadł na przeciwko mnie tam gdzie przed chwilą siedział Justin, gdy zobaczył, że go nie ma westchnął z ulgą.
- Idę po drewno - Powiedział Edward i odszedł -
  John spojrzał mi prosto w oczy i zaczął grać niznana mi melodię. Po chwili usłyszałam słowa...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział! YAAY! :D Haha. Nie wiem jak wy, ale jak sobie wyobrażam, że któryś z bliźniaków płacze mam łzy w oczach... <3
  Mam nadzieje, że się podoba. Nie wiem kiedy będzie następny, postaram się jak najszybciej.


                        KOCHAM was JEDHEADS <3 :D 
























środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział II

                                            Nagle tajemniczy nieznajomy zaczął śpiewać. Zamarłam.
Powolo zbliżyłam się do werandy, gdy wchodziłam po schodach nie mogłam uwierzyć w to co słyszę... To był on, byłam tego pewna, to Justin.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                           *3 miesiące później*
           Tak, to był on, Justin. Gdy do niego podeszłam, odrazu wiedziałam co się święci. Gdy tylko spojrzałam mu w oczy wiedziałam, że tak to się skończy. Jesteśmy ze sobą już ponad 2 miesiące. Uważamy to co się stało, za miłość od pierwszego wejrzenia. Jestem z nim bardzo szczęśliwa, jest cudowny, potrafi mnie zawsze rozśmieszyć i dzięki niemu zapomniałam o tym co się stało rok temu. Moja "paczka" też go bardzo lubi, chociaż gdy już naprawdę byliśmy ze sobą Krissowi zaczęło odbijać, już nie zachowuje się tak jak dawniej. I zauważyłam, że zaczął się "kumplować" z Anecią. Jeśli tak mu lepiej, nie mam nic przeciwko, najważniejsze, że mam przy sobie Justina... 



            Jest środek czerwca, czyli został miesiąc do wakacji. Oczywiście całe wakacje mam zaplanowane z Justinem, będą to jedne z najlepszych wakacji w życiu... Właśnie siedzę z moim chłopakiem u mnie w pokoju, siedzimy na moim łóżku, ja w jego ramionach a on czule mnie do siebie przytula.
- To co, Iza? Za 2 tygodnie zaczynamy najlepsze wakacje w naszym życiu? - zapytał uradowany -
- Pewnie, jedne z najlepszych - przytaknęłam i lekko pocałowałam go w usta - 
           Gdy tak siedzieliśmy gadając o głupotach Justin wstał aby otworzyć okno. Poczułam, że w kieszeni wibruje mi telefon, dostałam smsa, szybko wyciągnęłam telefon, byłam pewna, że to któraś z moich przyjaciółek. Myliłam się. Wyświetlił się numer, który tak dobrze znałam, poczułam, że łzy zbierają mi się do oczu. Trzęsącymi się rękami otworzyłam wiadmość która brzmiała "Hej, Bella. Zapomniałaś o mnie już? Mam nadzieje, że nie. Ja o tobie nie zapomniałem. Może pormawilibyśmy na Skeypie? Mamy dla ciebie ważną wiadomość. Tęsknie, John <3". Gdy to czytałam, Justin znowu koło mnie usiadł. 
- Kto tam? Zuza czy Aga? - zapytał z uśmiechem -
- Żadna z nich - odpowiedziałam smutno -
- To kto? - wziął mi telefon z ręki i przeczytał, zobaczyłam, że oczy mu się szeroko otwierają i mina robi się smutna -  Iza? Kto to jest John? - zapytał i spojrzał mi prosto w oczy - 

- Mój przyjaciel, głuptasie! - powiedziałam i spróbowałam obrócić wszystko w żart - A co ty myślałeś? Po prostu troche o nim zapomniałam, za bardzo zawróciłeś mi w głowie - powiedziałam i zaczęłąm się śmiać -
- Ah, - powiedział z ulgą i pocałował mnie w czubek głowy  - To co? Wchodzimy na Skeypa? - zapytał uśmiechnięty - 
- Tak, pewnie - powiedziałam uśmiechając się, cieszyłam się, że znowu ich zobacze - 
      Odpisałam Johnowi, że za 5 min wejde. Wzięłam laptopa i usiadłam koło Justina, ustawiłam kamerkę tak, aby było nas dobrze widać i czekałam aż bliźniacy zadzwonią. Zobaczyłam, że dzownią, z lekkim wachaniem odebrałam. 
- Whats Up Bella??! - Wydarli się bliźniacy, i ujżałam dwóch uśmiechniętych od ucha do ucha chłopaków, ze śmiesznie sterczącymi włosami - 
- Cześć chłopcy! - Krzyknęłam, i poczułam jak wielki uśmiech rośnie na mojeje twarzy -
- A kto to jest razem z tobą ? - usłyszałam jak chłopak po prawej, Edward, pyta się zaciekawiony, John nic się nie odezwał tylko czekał na odpowiedź - 
- John, Edward. Poznajcie Justina, mojego chłopaka - powiedziałam, ciekawa ich reakcji - 
- Hej, miło cię poznać - powiedział uśmiechnięty Edzio. Zobaczyłam, że John popatrzał się w bok, wziął głęboki oddech i znowu się na nas spojrzał - 
- Tak, miło cię poznać - odparł John z bladym uśmiechem - 
- Mi też was bardzo miło poznać - odparł mój chłopak nie kryjąc szczęścia - 
- Okey, okey - przerwałam im - To jakie macie dla mnie wiadomości? - zapytałam ciekawa - 
- Za 2 tygodnie wracamy do Polski na wakcje!!!! - krzyknął Edzio, a John tylko przytknął uradowany - 
- Taaak?! - Krzyknęłam szczęśliwa - To cudownie !!!
- Wiemy! - Krzyknęli bliźniacy chórem - 
- Ale jak to? - zapytałam - Jak wam się udało namówić rodziców? - byłam bardzo ciekawa -

- Lepiej podziękuj swoim rodzicom, bo oni od 4 miesięcy namawiali naszych rodziców - odparł Edward -
- Taak - potwierdził John - Oni się bardzo o ciebie martwili. Podobno bardzi długo byłaś w dołku - dodał - Więc pomyśleli, że jak my przyjedziemy to ci się polepszy, a my się bardzo na ten pomysł ucieszyliśmy - zakończył - 
- To cudowne! - Krzyknęłam -
- Ale widze, że teraz już u ciebie lepiej - odparł Edward - Widze, że bardzo lubisz Justina - Odparł śmiejąc się, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem całyczas mocno do niego przytulona - 
- Haha - zaśmiałam się - Taak, jest cudowny  - dodałam uśmiechając sie do niego szeroko -
- Taak, wiem - odpowiedział "skromny" Justin, wypinając pierś - 

      Rozmawialiśmy jeszcze jakieś 10min o różnych głupotach, po rozmowie byłam bardzo zmęczona. Justin chwile potem poszedł do domu. Usnęłam bardzo szczęśliwa, z myślą o tym, że niedługo zobacze sie z Johnem i Edwardem. Chociaż tak naprawde bałam się tego spodkania, widziałam, że John troche dziwnie zareagował na wiadomość o tym, że mam chłopaka. Ale może to tylko moja wyobraźnia...?



----------------------------  13 dni później -----------------------------

        

          Przez ostatnie dwa tygodnie żyłam tylko z myślą o tym, że niedługo zobacze moich kochanych bliźniaków. Naszczęście była to końcówka roku szkolnego, więc lekcje były luźne, nie musiałam o niczym myśleć. Każdy dzień po szkole spędzałam z Justinem, pare razy próbował się dowiedzieć coś o bliźniakach, ale powiedziałam mu tylko, że są to moi przyjaciele, którzy wyjechali do Irlandii. Więcej szczegółów nie musiał znać. 
         Dzisiaj zakończenie roku szkolnego. Rano gdy byłam gotowa do wyjścia, Justin po mnie przyszedł. O tworzyłam drzwi i oniemiałam, oczywiście zawsze wyglądał cudownie, ale dzisiaj to przesada. Jego ciemno blond włosy aż lśniły w słońcu, miał na sobie czarny garnitur, w którym wyglądał olśniewająco. I te jego brązowe oczy, gdy się w nie spojrzałam poczułam, że się topie. Stałam tak i się na niego gapiłam. Zobaczyłam, że macha mi ręką przed oczami.
- Hallo. Ziemia do Izy. Hallo?  jest tam kto?
- Tak, tak. przepraszam pana. - powiedziałam i śmiejąc się przytuliłam go na przywitanie -
- To co? W końcu zaczynamy nasze cudowne wakacje! - Krzyknął, wziął mnie za ręke i skierował się w strone przystanku. -
     Zakończenie roku, jak zawsze, było strasznie nudne. Po apelu udaliśmy się do klas aby odebrać swoje świadectwa. Potem wszyscy zbierali się pod szkołą, aby się pożegnać albo umówić na następny dzień. Niestety dla mnie i dziewczyn była ta pierwsza opcja. Przez prawie całe wakacje miałyśmy się nie widzieć, Zuza jedzie z rodzicami w góry, a Agnieszka do siostry do Londynu. A ja zostawałam w towarzystwie chłopaków... Trudno było nam się rozstać, ale obiecałyśmy sobie, że gdy tylko przyjadą musimy się spodkać. One też chcą zobaczyć Johna i Edwarda. Gdy się pożegnałyśmy, poszłam z Justinem w stronę przystanku, aby w końcu pojechać do domu i zacząć te cudowne wakacje. 

        Justin poszedł do siebie, a ja do siebie do domu. Gdy weszłam usłyszałam, że rodzice są w kuchni. Odrazu do nich poszłam, aby pokazać swoje świadectwo, byli ze mnie w miare zadowolenie. Gdy chwile pogadaliśmy o tym co się wydarzyło na rozpozęciu roku, teraz postanowiłam wyciągnąć trochę informacji o przyjeździe bliźniaków.
- Tato? Kiedy przyjadą John i Edward? - zapytałam  - Oni będą spać w tym naszym domku gościnnym na ogrodzie tak?
- Nie mówiłaś jej jeszcze kochanie? - zwrócił się tata do mojej rodzicielki ze zdziwieniem - 

- No nie, nie miałam kiedy - odparła mama spokojnie -
- O co chodzi tato? - zapytałam lekko zdenerwowana - 
- Ymmm... Chłopcy będą musieli spać przez 2 tygodnie u nas w domu. - wytłumaczył - my z mamą musimy pojechać do cioci do Krakowa, bo miała wypadek i nie ma kto się nią zająć - dodał - 
- Co? Przecież mówiliście mi, że wujek Jarek ma się nią zajmować 
- No tak, zajmował się nią. Ale on też pracuje - wyjaśnił mi tata odrazu - 
- No dobrze. Jak tak, no to okey. Jak dla mnie nie ma problemu - oświadczyłam -
- Wiedziałam, że możemy na ciebie liczyć córeczko - powiedziała dumnie mama, klepiąc mnie po ramieniu -
- Okey, to kiedy jedziecie? - zapytałam -
- Dzisiaj wieczorem - odpowedział tata wychodząc z kuchni -
- Kochanie, może poproś Justina żeby dzisiaj u ciebie spał. Żebyś się nie bała - zaproponowała mama -
- Tak, pewnie - odparłam zadowolona - zaraz do niego zadzwonie
- Tylko, Hmmm.... Lepiej nie mów nic tacie, wiesz jaki on jest - dodała śmiejąc się - Ja wiem, że nic się nie stanie... Ale jednak tata, to tata - powiedziała klepiąc mnie po plecach - 
- Okay, okay.... - przyznałam i zaczęłam się śmiać - Ide teraz zadzwonić do Justina i może do Johna albo Edwarda - mówiąc to wyszłam z kuchni i poszłam do siebie do pokoju -
        Pierw postanowiłam zadzwonić do Justina i poinformować go, że dzisiaj u mnie nocuje. Bardzo się z tego powodu ucieszył, tak samo jak ja. Potem postanowiłam zadzownić do Edwarda i dowiedzieć się o której jutro przyjadą, nie byłam gotowa, aby usłyszeć znowu głos Johna... Zadzowniłam, na czasoumilaczu oczywiście odezwała się jedna z piosenek Britney Spears. Ktoś odebrał.

- Halo ? - usłyszałam głos po drugiej stronie telefonu, ale nie ten na który byłam przygotowana -
- H-Hej J-John? - zająkałam się - 
- Bella! Cześć kochana! co tam u ciebie? - wykrzyknął jak zawsze radośnie - 

- Nic takiego - dodałam już troche rozluźniona - Dzwonie, aby się dowiedzieć czegoś o wszym przyjeździe
- Ah! Tak? Będziemy jutro około 10 u ciebie - dodał widocznie szczęśliwy - 
- Tak? To super !  - ucieszyłam się - A gdzie Edward ? - zaciekawiłam się -

- Właśnie poszedł wziąść prysznic - odpowiedział -
- Ahhh... No to jak wyjdzie to powiedz, że dzwoniłam i nie moge się doczekać aż przyjedziecie - powiedziałam mu -
- Pewnie, przekaże mu - odpowiedział śmiejąc się - 
- A wiesz, że narazie bedziemy sami w domu u mnie? - powiadomiłam go - Bo moi rodzice dzisiaj jadą do cioci która miała wypadek -
- Taak? - odpowiedział zdziwiony - A nie bedziesz się bała dzisiaj być sama w domu? - zapytał lekko zdenerwowany -

- Niee - odparłam odrazu - Justin będzie spał dzisiaj ze mną - dodałam szybko -
- Ahh... - odetchnął lekko - To dobrze - dodał, już mnie entuzjastycznie - 
- Hmmm... No to co? Widzimy się jutro tak ? - zmieniłam temat, robiło się troche niezręcznie - 
- Tak, tak Pewnie - odpowiedział szybko - 
- No to do jutra - porzegnałam się - Tęsknie za wami ! Pa 
- Pa- odpowiedział na pożegnanie - Ja za tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo - odparł cicho i się rozłączył-

      Po tej rozmowie położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, nie zdązyłam o niczym pomyśleć bo odrazu usnełam. Obudziłam się gdy usłyszałam, że drzwi do pokoju się otwierają. Gdy spojrzałam w ich stronę zobaczyłam Justina który po ciuchu wchodził do pokoju. 
- Hej, kochanie - przywitał się - Twoi rodzice się zbierają, nie idziesz się z nimi pożegnać? - zpytał - 
- Ah, tak.. Już? - zapytałam zdziwiona -
- Tak, jak wchodziłem kazali cię zawołać. Powiedzieli, że nie chcieli cię budzić bo spałaś - dodał i się uśmiechnął pokazując rząd śnierzno-białych zębów - 
- No tak, przysnęło mi się trochę - powiedziałam i podniosłam się z łóżka - 
      Justin przytulił mnie i razem poszliśmy pożegnać się z moimi rodzicami. Nie było to dla mnie trudne, bo i tak większość czasu nie ma ich w domu... Gdy tylko odjechali poszliśmy z Justinem do domu i usiedliśmy przed telewizorem, ja odrazu postanowiłam się umyć. Wzięłam szybki prysznic, byłam bardzo zmęczona i chciałam jak najszybciej usnąć w objęciach mojego przystojnego chłopaka. Gdy wyszłam on się uśmiechnął i stwierdził,  że dzisiaj zrobi sobie "Dzień Dziecka" i nie bedzie się kompał. Więc odrazu położyliśmy się do łóżka, moich rodziców oczywiście, bo było większe. 

- Justin, musze jutro trochę wcześnie wstać, bo bliźniacy przyjadą już o 10 - powiedziałam -
- Dobrze, ja wstanę wcześnie, umyje się i cię obudzę - zapewnił mnie -
- Dziękuje, kochany jesteś - podziękowałam i pocałowałam go w usta - 
   Gdy już się wygodnie ułożyliśmy, ja na klatce Justina a on obejmował mnie swoim ramieniem. Gdy już prawie usnęłam, zaczęłam myśleć o tym, że już jutro zobacze Johna i Edwarda. Dopiero teraz się zorientowałam, jak bardzo za nimi tęsknie.
- Bardzo za nimi tęsknię - wyszeptałam zaspana -
- Wiem, kochanie. To widać - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy - A teraz śpij, jutro ich zobaczysz. - zapewnił mnie - Dobranoc.
    Chwile po tych słowach usnęłam. 
     Rano, gdy się obudziłam, pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam był leżący przede mną Justin bez koszulki i z mokrymi włosami.
- Taki widok mogłabym mieć codziennie rano - odpowiedziałam szczęśliwa i przejechałam palcami po jego cudownych włosach -
- Tak, chciałabyś - powiedział, zaśmiał się i pocałował mnie w usta -
- Która godzina ? - zapytałam, przeciągając się leniwie - 
- Po 9 - odpowiedział -
- Co?! - krzyknęłam i zerwałam się z łóżka - Tak późno?! John i Edward będą już za godzine! Musze się ubrać ! - wydarłam się i popędziłam do łazienki - 
- Wariatka ! - usłyszłam śmiejącego się za mną Justina -
    Poranną toaletę wykonałam dzisiaj zadziwiająco szybko... Gdy wyszłam, już ubrana i umyta, skierowałam się do pokoju gdzie zastałam Justina siedzącego przed telewizorem. 
-A ty oczywiście już SpongeBoba oglądasz - zaśmiałam się i usiadłam koło niego - 
     Nic nie odpowiedział, tylko się zaśmiał i znowu zapatrzył w telewizor. Była 9.30 wstałam i poszłam zrobić dla nas tosty na śniadanie. Zjedliśmy, oczywiście oglądając Justina ukochanego SpongeBoba, było jeszcze 15min do przyjazdu moich przyjaciół, więc wstałam aby umyć naczynia. Potem znowu wróciłam do mojego chłopaka, aby dalej oglądać jakieś bajki. Wogóle nie wiedziałam co się dzieje na ekranie, co chwile spoglądałam w strone okna, wyczekując na samochód... 
    Nagle, usłyszałam nadjeżdżający samochód, moje serce zaczęło bić 100 razy szybciej... 
-PRZYJECHALI! - wykrzynęłam i przytuliłam Justina - 
- Leć! Na co czekasz?! - powiedział, a ja oprzytomniałam i rzuciłam się w stronę drzwi. - 

    Leciałam jak opażona, a Justina śmiejąc się podążał za mną. Szybko założyłam buty i wybiegłam na dwór. Zobaczyłam odjeżdżającą taksówkę, i oczywiście ich.... Edwarda i mojego kochanego Johna... 



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Przepraszan, przepraszam! Wiem rozdział do dupy, ale nie wiedziałam jak go napisać!
I wiem, w najlepszym momencie przerwałam. Wredota ze mnie :D Ale zobaczycie co się wydarzy pomiędzy Bellą i Johnem w następnym rozdziale :D (Teraz będzie wolne, więc bedę miała czas aby napisać rozdział :))



Specjalnie dla was moje Jedheads wkręcam bliźniaków duuużo szybciej ! <3 



                                                        Po prostu was KOCHAM ! <3 


                                                                               #MuchLove























sobota, 31 marca 2012

Rozdział I

Mam na imię Izabella, jestem normalną 16 letnią dziewczyną, No może jak na te czasy to nie do końca 
normalną... W całym swoim życiu zakochałam się tylko raz, chyba nadal mi nie przeszło. długa historia. Ale postanowiłam, że nie będe o tym myśleć, nie mam zamiaru na siłę szukać chłopaka. A nawet nie chce się zakochać... 
       Mam dwie najlepsze przyjaciółki Zuzę i Agnieszkę, są cudowne, zawsze moge na nich polegać, kolejnym przyjacielem jest Kriss ostatnio jakoś nas do siebie przyciągneło... Bardzo mi pomogli gdy przez ostatnio rok byłam w głębokim dołku... Niestety mam też wrogów, a największy to plastikowa dziunia o imieniu Aneta, tak naprawdę to nie wiem za co ona mnie tak nienawidzi... Próbuje mi dokopać kiedy tylko ma szansę.
       Wraz z moimi przyjaciółkami znalazłyśmy kiedyś na YouTube chłopaka imieniem Justin Bieber, ma świetny głos, śpiewa tylko dla zabawy, nie nagrywa płyty ani nic, po prostu kocha śpiewać....




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Jest marzec, jest ciepła sobota. Mieszkam w małym misteczku, nie ma tu ruchu. Żyje z rodzicami, którzy żadko bywają w domu, mają bardzo wymagającą pracę...
    Gdy się rano obudziłam zobaczyłam, że do domku na przeciwko, który stał pusty od jakiegoś roku przyjeżdżają duże samochody przeprowadzkowe. Postanowiłam wyciągnąc informacje od taty, udałam się do kuchni, gdzie siedział i czytał poranną gazetę.
- Tato ? - spróbowałam zwrócić jego uwagę - 
- Tak? - zapytał nie odrywając wzroku od gazety - 
- Ktoś się sprowadza na przeciwko? - zapytałam odrazu - 
- Taak, jacyś ludzie z Kanady - odpowiedział spokojnie - Tak słyszałem... Podobno matka z synem w twoim wieku...
- Ahaa... - powiedziałam lekko zła - 
- Co się stało? - zapytał - 
- Nie chce tu nowych ludzi... - powiedziałam oschle - po co tutaj jakieś snoby z Kanady...
- Nie przesadzaj - powiedział przewracając oczami - nie znasz ich. Może to mili luzie... 
- Tak, jasne. A ja jestem cudowną baletnicą - powiedziałam sarkastycznie - 
          
      Po tej krótkiej wymianie zdań, udałam się do mojego pokoju... Nie chciałam tutaj nikogo nowego... Po co tutaj jacyś ludzie z Kanady, pewnie nawet nie potrafią rozmawiać po polsku... Mam nadzieje, że ten "cudowny" synek nie będzie chodził do mojej szkoły... Jeszcze mi będę kazali się niem opiekować, nie miałam zamiaru nikogo tutaj gościć... 
      Lekko zła postanowiłam poczytać trochę książkę. Cały dzień zjeżdżały się nowe samochody, nie mogłam się skupić... Do wieczora zdążyłam poczytać książkę, nawet odrobiłam lekcje aby tylko nie myśleć o tych snobach z Kanady... Wieczorem gdy już się umyłam, położyłam się do łóżka ze słuchawkami w uszach słuchając coverów Justina, one zawsze mnie uspokajają.
      W niedziele obudziłam się dosyć wcześnie, gdy tylko spojrzałam przez okno zobaczyłam stojące samochody.... Ale chodzili tylko faceci od przeprowadzek, a miałam nadzieje, że zobacze z kim bedę teraz dzielić swoje powietrze. Postanowiłam zapytać się mamy kiedy nasi sąsiedzi zaszczycą nas swoją obecnością. Poszłam w stronę kuchni, gdzie mama siedziała i piła poranną herbatę.


- Cześć mamo - przywitałam się grzecznie -
- Cześć córeczko - odpowiedziała i uśmiechnęła się - Jak się spało? - zapytała -
- Dobrze - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech - Mamo? Kiedy ci nowi sąsiedzi mają zamiar przyjechać? - zapytałam odrazu -
- Z tego co słyszałam, to mają być tu jutro z samego rana - odpowiedziała promiennie -
- Super... - Odprłam bez przekonania -
- Co? nie cieszysz się, że będziemy mieć nowych sąsiadów? - zapytała zdziwiona -
- Nie! Nie ciesze się! nie chce żeby jacyś obcy ludzi się tu kręcili! Wole żeby było jak daniej! - odparłam zła-
- Przepraszam, córeczko zapomniałam o Johnie i Edwar - Nie zdążyła dokończyć bo jej przerwałam-
- Dobrze, mamo. Nic się nie stało. To ja przepraszam. Po prostu wszystko jest nie tak ja powinno - Spróbowałam ją przeprosić -
- Dobrze, nic się nie stało, ale zanim ich osądzisz, daj im szansę, dobrze? - poprosiła mnie -
- Okey. Postaram się - obiecałam -
   
      Po tej rozmowie udałam się do pokoju, ubrałam i poszłam do kościoła.


      Cała niedziela zleciała nudno, prawie cały czas uczyłam się, lub czytałam  książke. Tylko aby nie myśleć o nowych sąsiadach. Obiecałam mamie, że dam im szansę i chciałam dotrzymać obietnicy, może nie będzie tak źle...


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


               Gdy wstałam w poniedziałek rano odrazu wyglądnęłam przez okno, na szczęście żadne samochody jeszcze nie stały.. Miałam nadzieje, że okaże się, że przyjadą wieczorem gdy będe już spała i mama nie będzie kazała mi się przywitać. Szczęśliwa, że nikogo nowego nie ma, poszłam przygotwać się do szkoły. Muszę wyjeżdżać autobusem o 7.00 Dojechanie do szkoły zajmuje mi godzine, nienawidze tego.
Gdy dojechałam na przystanek, czekały już na mnie Zuza, Aga i Kriss.  Przywitałam się z nimi uściskiem.
- Hej co tam? - Zpytał Kriss z uśmiechem na twarzy - 
- Hmmm... Nic oprócz tego, że jakieś snoby z Kanady się koło nas wprowadzają. - Odpowiedziałam sarkastycznie- 
- Co?! - Krzynęła Zuza - Naprawde ? To super! 
- No! - Justin też jest z Kanady! - Krzyknęłam uradowana Aga, a Kriss przewrócił oczami- 
- No tak, ale Justin to wyjątek - odpowiedziałam - On jest zajebisty. A to napewno będą jakieś snoby, ważniaki... Nie chce nikogo nowego! - krzyknęłam - Chce żeby było jak dawniej - pożaliłam się -
- Ej!. Spokojnie - powiedział Kriss i mnie przytulił - Wszystko będzie dobrze. Nie możesz ciągle myśleć o Jo- Nie dokończył bo się od niego oderwałam, tym samym mu przerywając - 
- Przestańcie mi ciągle mi o nim przypominać ! - krzyknęłam - Nie rozumiecie że chce o nim zapomniec? 
- Wszystko będzie dobrze - Powiedziała Zuza i objęła mnie razmieniem, dyskretnie kopiąc Krissa w noge - 
    W szkole cały czas byłam cicho, nie mogłam się skupić na niczym. Czemu wszyscy mi o nim przypominają? Nie mogą zrozumieć, że ja chce o wszystkim zapomnieć, chce żyć jakby nic się nie wydarzyło. Dzisiaj w szkole nic się nie wydarzyło. Oprócz jednego starcia z Anetą, nawet nie wiem co do mnie powiedziała, usłyszałam tylko, że Kriss jej odpyskował, cały dzień byłam jakaś wygaszona. Naszczęście za 3 miesiące koniec szkoły i w końcu upragnione wakacje!
   Do domu wróciłam około 15. Gdy wysiadłam z autobusu mój humor jeszcze bardziej się pogorszył gdy zobaczyłam przed domem sąsiadów stojącego czarnego Range Rovera. "Już tu są" pomyślałam, i poszłam do domu szurając nogami starając się nie zwracać uwagi na samochód. 
Gdy weszłam, mama właśnie nakładałam obiad, więc gdy się rozebrałam poszłam jeść. Obiad jadłam tylko z mamą, tata był jeszcze w pracy. Po paru minutach ciszy, mama ją przerwała. 
- Dużo masz zadane na jutro? - zapytała -
- Nie, na jutro nic nie mam. - Odpowiedziałam - wczoraj przeczytałam lekture do końca - dodałam, uśmiechając się na myśl, że mam wolny wieczór - 
- Ah, to dobrze. - uśmiechnęła się - To pójdziesz przywitać się z sąsiadami - dodała szybko -
- Dobrze... - odpowiedziałam spokojnie, chociaż nie uśmiechała mi się ta wiadomość, ale wiedziałam, że z mamą nie wygram -
- To świetnie. - dodała uradowana - Ja zaraz musze iść do pracy, ale rano upiekłam jabłecznik, więc im zaniesiesz - oznajmiła -
- Dobrze, to kiedy mam iść? - zapytałam obojętnie -

- Najlepiej wieczorem tak za 2 godzinki - odparła - widziałam, że kończą sie rozpakowywać.

- Okey, to pójdę jeszcze na troche na komputer, aby się nie nudzić - powiedziałam, wstałam od stołu i umyłam naczynia. - 

- Dobrze, kochana jesteś - odparła mama z promiennym uśmiechem - 

- Wiem, wiem... 

- Spodobają ci się, Pattie jest bardzo miła.

- Kto?

- Ymmm... Pattie. Nasza nowa sąsiadka - odpowiedziała -

- Ty już się z nimi poznałaś? - zapytałam zdziwiona -
- Tylko z Pattie, jej syna nie widziałam - odparła spokojnie -

- A on wogóle mówi po Polsku? - zapytałam zdenerwowana -

- Taak, jego dziadkowie pochodzą z Polski.

- Ah.. - kamień spadł mi z serca - To dobrze....



Po tej bardzo informującej rozmowie, udałam się na komputer. Spędziałam czas, oczywiście słuchając kowerów Justina. Najbardziej lubiłam ten najnowszy na którym śpiewał "So Sick" Ne-Yo. Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że już jest 17... Czyli czas się zbierać. Wstałam powoli, wzięłam ciasto przygotowane przez mamę, ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. 



Ociągając się przeszłam przez ulice w stronę domu nieznajomych. Gdy doszłam do bramki, przypomniało mi się, że nie ma tam dzwonka i wejście wraz z tarasem jest na "tyłach" domu - Kto buduje wejście od tyłu? - Pomyślałam. Weszłam po cichu, bałam się tego spodkania. 

Gdy dochodziłam do tarasu, uszłyszałam granie na gitarze, już po pierwszych nutach poznałam melodię, którą dopiero co słuchałam "So Sick". Ale nie była ona puszczana. Ktoś grał na gitarze. Nagle tajemniczy nieznajomy zaczął śpiewać. Zamarłam. 








-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Yay! W końcu jest 1 rozdział! (wiem, wiem krótki. przepraszam.) :D Cały dzień go pisałam, bo co chwile ktoś mnie od kompa odrywał. Ale w końcu jest! Rradujmy się!         Od razu przepraszam za jakiekolwiek błędy :) Nie jest asem z polskiego... xD

Mam nadzieje, że się podoba. Narazie jest nudno, ale się rozkręci, a szczególnie jak wparują bliźniacy... ;p 

     Chciałam ten rodział dedykować Zuzi. Tak tobie Paris! Mimo tego, że jestem zawsze przez ciebie posiniaczona i wzajemnie, to wiesz, że cie "kocham" <3 Haha :) 

                                 



               A więc, kolejny rozdział jutro. :) Obiecuje <3 Mam nadzieje, że powiecie co myślicie. 




                                                                 MuchLove