Rozdział I
Mam na imię Izabella, jestem normalną 16 letnią dziewczyną, No może jak na te czasy to nie do końca
normalną... W całym swoim życiu zakochałam się tylko raz, chyba nadal mi nie przeszło. długa historia. Ale postanowiłam, że nie będe o tym myśleć, nie mam zamiaru na siłę szukać chłopaka. A nawet nie chce się zakochać...
Mam dwie najlepsze przyjaciółki Zuzę i Agnieszkę, są cudowne, zawsze moge na nich polegać, kolejnym przyjacielem jest Kriss ostatnio jakoś nas do siebie przyciągneło... Bardzo mi pomogli gdy przez ostatnio rok byłam w głębokim dołku... Niestety mam też wrogów, a największy to plastikowa dziunia o imieniu Aneta, tak naprawdę to nie wiem za co ona mnie tak nienawidzi... Próbuje mi dokopać kiedy tylko ma szansę.
Wraz z moimi przyjaciółkami znalazłyśmy kiedyś na YouTube chłopaka imieniem Justin Bieber, ma świetny głos, śpiewa tylko dla zabawy, nie nagrywa płyty ani nic, po prostu kocha śpiewać....
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Gdy się rano obudziłam zobaczyłam, że do domku na przeciwko, który stał pusty od jakiegoś roku przyjeżdżają duże samochody przeprowadzkowe. Postanowiłam wyciągnąc informacje od taty, udałam się do kuchni, gdzie siedział i czytał poranną gazetę.
- Tato ? - spróbowałam zwrócić jego uwagę -
- Tak? - zapytał nie odrywając wzroku od gazety -
- Ktoś się sprowadza na przeciwko? - zapytałam odrazu -
- Taak, jacyś ludzie z Kanady - odpowiedział spokojnie - Tak słyszałem... Podobno matka z synem w twoim wieku...
- Ahaa... - powiedziałam lekko zła -
- Co się stało? - zapytał -
- Nie chce tu nowych ludzi... - powiedziałam oschle - po co tutaj jakieś snoby z Kanady...
- Nie przesadzaj - powiedział przewracając oczami - nie znasz ich. Może to mili luzie...
- Tak, jasne. A ja jestem cudowną baletnicą - powiedziałam sarkastycznie -
Po tej krótkiej wymianie zdań, udałam się do mojego pokoju... Nie chciałam tutaj nikogo nowego... Po co tutaj jacyś ludzie z Kanady, pewnie nawet nie potrafią rozmawiać po polsku... Mam nadzieje, że ten "cudowny" synek nie będzie chodził do mojej szkoły... Jeszcze mi będę kazali się niem opiekować, nie miałam zamiaru nikogo tutaj gościć...
Lekko zła postanowiłam poczytać trochę książkę. Cały dzień zjeżdżały się nowe samochody, nie mogłam się skupić... Do wieczora zdążyłam poczytać książkę, nawet odrobiłam lekcje aby tylko nie myśleć o tych snobach z Kanady... Wieczorem gdy już się umyłam, położyłam się do łóżka ze słuchawkami w uszach słuchając coverów Justina, one zawsze mnie uspokajają.
W niedziele obudziłam się dosyć wcześnie, gdy tylko spojrzałam przez okno zobaczyłam stojące samochody.... Ale chodzili tylko faceci od przeprowadzek, a miałam nadzieje, że zobacze z kim bedę teraz dzielić swoje powietrze. Postanowiłam zapytać się mamy kiedy nasi sąsiedzi zaszczycą nas swoją obecnością. Poszłam w stronę kuchni, gdzie mama siedziała i piła poranną herbatę.
- Cześć mamo - przywitałam się grzecznie -
- Cześć córeczko - odpowiedziała i uśmiechnęła się - Jak się spało? - zapytała -
- Dobrze - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech - Mamo? Kiedy ci nowi sąsiedzi mają zamiar przyjechać? - zapytałam odrazu -
- Z tego co słyszałam, to mają być tu jutro z samego rana - odpowiedziała promiennie -
- Super... - Odprłam bez przekonania -
- Co? nie cieszysz się, że będziemy mieć nowych sąsiadów? - zapytała zdziwiona -
- Nie! Nie ciesze się! nie chce żeby jacyś obcy ludzi się tu kręcili! Wole żeby było jak daniej! - odparłam zła-
- Przepraszam, córeczko zapomniałam o Johnie i Edwar - Nie zdążyła dokończyć bo jej przerwałam-
- Dobrze, mamo. Nic się nie stało. To ja przepraszam. Po prostu wszystko jest nie tak ja powinno - Spróbowałam ją przeprosić -
- Dobrze, nic się nie stało, ale zanim ich osądzisz, daj im szansę, dobrze? - poprosiła mnie -
- Okey. Postaram się - obiecałam -
Po tej rozmowie udałam się do pokoju, ubrałam i poszłam do kościoła.
Cała niedziela zleciała nudno, prawie cały czas uczyłam się, lub czytałam książke. Tylko aby nie myśleć o nowych sąsiadach. Obiecałam mamie, że dam im szansę i chciałam dotrzymać obietnicy, może nie będzie tak źle...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W niedziele obudziłam się dosyć wcześnie, gdy tylko spojrzałam przez okno zobaczyłam stojące samochody.... Ale chodzili tylko faceci od przeprowadzek, a miałam nadzieje, że zobacze z kim bedę teraz dzielić swoje powietrze. Postanowiłam zapytać się mamy kiedy nasi sąsiedzi zaszczycą nas swoją obecnością. Poszłam w stronę kuchni, gdzie mama siedziała i piła poranną herbatę.
- Cześć mamo - przywitałam się grzecznie -
- Cześć córeczko - odpowiedziała i uśmiechnęła się - Jak się spało? - zapytała -
- Dobrze - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech - Mamo? Kiedy ci nowi sąsiedzi mają zamiar przyjechać? - zapytałam odrazu -
- Z tego co słyszałam, to mają być tu jutro z samego rana - odpowiedziała promiennie -
- Super... - Odprłam bez przekonania -
- Co? nie cieszysz się, że będziemy mieć nowych sąsiadów? - zapytała zdziwiona -
- Nie! Nie ciesze się! nie chce żeby jacyś obcy ludzi się tu kręcili! Wole żeby było jak daniej! - odparłam zła-
- Przepraszam, córeczko zapomniałam o Johnie i Edwar - Nie zdążyła dokończyć bo jej przerwałam-
- Dobrze, mamo. Nic się nie stało. To ja przepraszam. Po prostu wszystko jest nie tak ja powinno - Spróbowałam ją przeprosić -
- Dobrze, nic się nie stało, ale zanim ich osądzisz, daj im szansę, dobrze? - poprosiła mnie -
- Okey. Postaram się - obiecałam -
Po tej rozmowie udałam się do pokoju, ubrałam i poszłam do kościoła.
Cała niedziela zleciała nudno, prawie cały czas uczyłam się, lub czytałam książke. Tylko aby nie myśleć o nowych sąsiadach. Obiecałam mamie, że dam im szansę i chciałam dotrzymać obietnicy, może nie będzie tak źle...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Gdy wstałam w poniedziałek rano odrazu wyglądnęłam przez okno, na szczęście żadne samochody jeszcze nie stały.. Miałam nadzieje, że okaże się, że przyjadą wieczorem gdy będe już spała i mama nie będzie kazała mi się przywitać. Szczęśliwa, że nikogo nowego nie ma, poszłam przygotwać się do szkoły. Muszę wyjeżdżać autobusem o 7.00 Dojechanie do szkoły zajmuje mi godzine, nienawidze tego.
Gdy dojechałam na przystanek, czekały już na mnie Zuza, Aga i Kriss. Przywitałam się z nimi uściskiem.
- Hej co tam? - Zpytał Kriss z uśmiechem na twarzy -
- Hmmm... Nic oprócz tego, że jakieś snoby z Kanady się koło nas wprowadzają. - Odpowiedziałam sarkastycznie-
- Co?! - Krzynęła Zuza - Naprawde ? To super!
- No! - Justin też jest z Kanady! - Krzyknęłam uradowana Aga, a Kriss przewrócił oczami-
- No tak, ale Justin to wyjątek - odpowiedziałam - On jest zajebisty. A to napewno będą jakieś snoby, ważniaki... Nie chce nikogo nowego! - krzyknęłam - Chce żeby było jak dawniej - pożaliłam się -
- Ej!. Spokojnie - powiedział Kriss i mnie przytulił - Wszystko będzie dobrze. Nie możesz ciągle myśleć o Jo- Nie dokończył bo się od niego oderwałam, tym samym mu przerywając -
- Przestańcie mi ciągle mi o nim przypominać ! - krzyknęłam - Nie rozumiecie że chce o nim zapomniec?
- Wszystko będzie dobrze - Powiedziała Zuza i objęła mnie razmieniem, dyskretnie kopiąc Krissa w noge -
W szkole cały czas byłam cicho, nie mogłam się skupić na niczym. Czemu wszyscy mi o nim przypominają? Nie mogą zrozumieć, że ja chce o wszystkim zapomnieć, chce żyć jakby nic się nie wydarzyło. Dzisiaj w szkole nic się nie wydarzyło. Oprócz jednego starcia z Anetą, nawet nie wiem co do mnie powiedziała, usłyszałam tylko, że Kriss jej odpyskował, cały dzień byłam jakaś wygaszona. Naszczęście za 3 miesiące koniec szkoły i w końcu upragnione wakacje!
Do domu wróciłam około 15. Gdy wysiadłam z autobusu mój humor jeszcze bardziej się pogorszył gdy zobaczyłam przed domem sąsiadów stojącego czarnego Range Rovera. "Już tu są" pomyślałam, i poszłam do domu szurając nogami starając się nie zwracać uwagi na samochód.
Gdy weszłam, mama właśnie nakładałam obiad, więc gdy się rozebrałam poszłam jeść. Obiad jadłam tylko z mamą, tata był jeszcze w pracy. Po paru minutach ciszy, mama ją przerwała.
- Dużo masz zadane na jutro? - zapytała -
- Nie, na jutro nic nie mam. - Odpowiedziałam - wczoraj przeczytałam lekture do końca - dodałam, uśmiechając się na myśl, że mam wolny wieczór -
- Ah, to dobrze. - uśmiechnęła się - To pójdziesz przywitać się z sąsiadami - dodała szybko -
- Dobrze... - odpowiedziałam spokojnie, chociaż nie uśmiechała mi się ta wiadomość, ale wiedziałam, że z mamą nie wygram -
- To świetnie. - dodała uradowana - Ja zaraz musze iść do pracy, ale rano upiekłam jabłecznik, więc im zaniesiesz - oznajmiła -
- Dobrze, to kiedy mam iść? - zapytałam obojętnie -
- Najlepiej wieczorem tak za 2 godzinki - odparła - widziałam, że kończą sie rozpakowywać.
- Okey, to pójdę jeszcze na troche na komputer, aby się nie nudzić - powiedziałam, wstałam od stołu i umyłam naczynia. -
- Dobrze, kochana jesteś - odparła mama z promiennym uśmiechem -
- Wiem, wiem...
- Spodobają ci się, Pattie jest bardzo miła.
- Kto?
- Ymmm... Pattie. Nasza nowa sąsiadka - odpowiedziała -
- Ty już się z nimi poznałaś? - zapytałam zdziwiona -
- Tylko z Pattie, jej syna nie widziałam - odparła spokojnie -
- A on wogóle mówi po Polsku? - zapytałam zdenerwowana -
- Taak, jego dziadkowie pochodzą z Polski.
- Ah.. - kamień spadł mi z serca - To dobrze....
Po tej bardzo informującej rozmowie, udałam się na komputer. Spędziałam czas, oczywiście słuchając kowerów Justina. Najbardziej lubiłam ten najnowszy na którym śpiewał "So Sick" Ne-Yo. Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że już jest 17... Czyli czas się zbierać. Wstałam powoli, wzięłam ciasto przygotowane przez mamę, ubrałam kurtkę i wyszłam z domu.
Ociągając się przeszłam przez ulice w stronę domu nieznajomych. Gdy doszłam do bramki, przypomniało mi się, że nie ma tam dzwonka i wejście wraz z tarasem jest na "tyłach" domu - Kto buduje wejście od tyłu? - Pomyślałam. Weszłam po cichu, bałam się tego spodkania.
Gdy dochodziłam do tarasu, uszłyszałam granie na gitarze, już po pierwszych nutach poznałam melodię, którą dopiero co słuchałam "So Sick". Ale nie była ona puszczana. Ktoś grał na gitarze. Nagle tajemniczy nieznajomy zaczął śpiewać. Zamarłam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Yay! W końcu jest 1 rozdział! (wiem, wiem krótki. przepraszam.) :D Cały dzień go pisałam, bo co chwile ktoś mnie od kompa odrywał. Ale w końcu jest! Rradujmy się! Od razu przepraszam za jakiekolwiek błędy :) Nie jest asem z polskiego... xD
Mam nadzieje, że się podoba. Narazie jest nudno, ale się rozkręci, a szczególnie jak wparują bliźniacy... ;p
Chciałam ten rodział dedykować Zuzi. Tak tobie Paris! Mimo tego, że jestem zawsze przez ciebie posiniaczona i wzajemnie, to wiesz, że cie "kocham" <3 Haha :)
A więc, kolejny rozdział jutro. :) Obiecuje <3 Mam nadzieje, że powiecie co myślicie.
MuchLove
W szkole cały czas byłam cicho, nie mogłam się skupić na niczym. Czemu wszyscy mi o nim przypominają? Nie mogą zrozumieć, że ja chce o wszystkim zapomnieć, chce żyć jakby nic się nie wydarzyło. Dzisiaj w szkole nic się nie wydarzyło. Oprócz jednego starcia z Anetą, nawet nie wiem co do mnie powiedziała, usłyszałam tylko, że Kriss jej odpyskował, cały dzień byłam jakaś wygaszona. Naszczęście za 3 miesiące koniec szkoły i w końcu upragnione wakacje!
Do domu wróciłam około 15. Gdy wysiadłam z autobusu mój humor jeszcze bardziej się pogorszył gdy zobaczyłam przed domem sąsiadów stojącego czarnego Range Rovera. "Już tu są" pomyślałam, i poszłam do domu szurając nogami starając się nie zwracać uwagi na samochód.
Gdy weszłam, mama właśnie nakładałam obiad, więc gdy się rozebrałam poszłam jeść. Obiad jadłam tylko z mamą, tata był jeszcze w pracy. Po paru minutach ciszy, mama ją przerwała.
- Dużo masz zadane na jutro? - zapytała -
- Nie, na jutro nic nie mam. - Odpowiedziałam - wczoraj przeczytałam lekture do końca - dodałam, uśmiechając się na myśl, że mam wolny wieczór -
- Ah, to dobrze. - uśmiechnęła się - To pójdziesz przywitać się z sąsiadami - dodała szybko -
- Dobrze... - odpowiedziałam spokojnie, chociaż nie uśmiechała mi się ta wiadomość, ale wiedziałam, że z mamą nie wygram -
- To świetnie. - dodała uradowana - Ja zaraz musze iść do pracy, ale rano upiekłam jabłecznik, więc im zaniesiesz - oznajmiła -
- Dobrze, to kiedy mam iść? - zapytałam obojętnie -
- Najlepiej wieczorem tak za 2 godzinki - odparła - widziałam, że kończą sie rozpakowywać.
- Okey, to pójdę jeszcze na troche na komputer, aby się nie nudzić - powiedziałam, wstałam od stołu i umyłam naczynia. -
- Dobrze, kochana jesteś - odparła mama z promiennym uśmiechem -
- Wiem, wiem...
- Spodobają ci się, Pattie jest bardzo miła.
- Kto?
- Ymmm... Pattie. Nasza nowa sąsiadka - odpowiedziała -
- Ty już się z nimi poznałaś? - zapytałam zdziwiona -
- Tylko z Pattie, jej syna nie widziałam - odparła spokojnie -
- A on wogóle mówi po Polsku? - zapytałam zdenerwowana -
- Taak, jego dziadkowie pochodzą z Polski.
- Ah.. - kamień spadł mi z serca - To dobrze....
Po tej bardzo informującej rozmowie, udałam się na komputer. Spędziałam czas, oczywiście słuchając kowerów Justina. Najbardziej lubiłam ten najnowszy na którym śpiewał "So Sick" Ne-Yo. Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że już jest 17... Czyli czas się zbierać. Wstałam powoli, wzięłam ciasto przygotowane przez mamę, ubrałam kurtkę i wyszłam z domu.
Ociągając się przeszłam przez ulice w stronę domu nieznajomych. Gdy doszłam do bramki, przypomniało mi się, że nie ma tam dzwonka i wejście wraz z tarasem jest na "tyłach" domu - Kto buduje wejście od tyłu? - Pomyślałam. Weszłam po cichu, bałam się tego spodkania.
Gdy dochodziłam do tarasu, uszłyszałam granie na gitarze, już po pierwszych nutach poznałam melodię, którą dopiero co słuchałam "So Sick". Ale nie była ona puszczana. Ktoś grał na gitarze. Nagle tajemniczy nieznajomy zaczął śpiewać. Zamarłam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Yay! W końcu jest 1 rozdział! (wiem, wiem krótki. przepraszam.) :D Cały dzień go pisałam, bo co chwile ktoś mnie od kompa odrywał. Ale w końcu jest! Rradujmy się! Od razu przepraszam za jakiekolwiek błędy :) Nie jest asem z polskiego... xD
Mam nadzieje, że się podoba. Narazie jest nudno, ale się rozkręci, a szczególnie jak wparują bliźniacy... ;p
Chciałam ten rodział dedykować Zuzi. Tak tobie Paris! Mimo tego, że jestem zawsze przez ciebie posiniaczona i wzajemnie, to wiesz, że cie "kocham" <3 Haha :)
A więc, kolejny rozdział jutro. :) Obiecuje <3 Mam nadzieje, że powiecie co myślicie.
MuchLove





