sobota, 2 czerwca 2012

ROZDZIAŁ V


     Zjedliśmy szybko tosty a ja postanowiłam jak najszybciej zadzwonić do Justina....
- Dobra, chłopcy. Ja ide zadzwonić do Justina - powiedziałam wzdychając -
- Będzie dobrze. - powiedział John i mocno mnie przytulił -
- A co ty chcesz mu wogóle powiedzieć? - zapytał Edward -
- No musze mu powiedzieć, że nie możemy być już razem... - powiedziałam smutno -
- Poradzisz sobie z tym? - zapytał cicho Ed'ard -
- Nie mam wyboru - westchnęłam smutno -
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić ? - zapytał John -
- Tak jestem tego w stu procentach pewna - odpowiedziałam odrazu -
  Wstałam od stołu i odrazu udałam się do swojego pokoju, aby spokojnie zadzwonić do Justina. Gdy wybierałam jego numer serce biło mi jak szalone, myslałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Halo? - usłyszałam głos Justina -
- Ymmm... Cześć Justin... Tu Iza - powiedziałam powoli -
- Oh. Hej. - powiedział bez entuzjazmu -
- Justin... Myśle, że musimy porozmawiać - wydusiłam cicho -
- Też o tym myślałem - powiedział nadal bez żadnych emocji - To może spodkajmy się za 5min, przejdziemy się gdzieś i spokojnie prozmawiamy -
- Okay. Możemy się przejść - odpowiedziałam smutno, nie chciałam odbywać z nim tej rozmowy -
- Dobrze. to zaraz po ciebie przyjde. - odparł i bez pożegnania się rozłączył -
- Pa - powiedziałam sama do siebie -
   Wyszłam z pokoju, założyłam buty od Jeremyego Scotta (Swag xD), zażuciłam na siebie bluzę i powiadomiłam bliźniaków, że wychodzę.
- Chłopcy. Ja ide. - krzyknęłam -
- Okej. Powodzenia - usłyszałam głos Ed'arda i głos stóp biegnących w moją stronę -
- Wszystko będzie dobrze. - usłyszałam głos Johna i poczułam jak mnie przytula - Wierze w ciebie. - Dodał całując mnie lekko w usta -
- Ciesze się, że we mnie wierzysz - powiedziałam i pocałowałam go ostatni raz -
- Idź już, bo Justin czeka. - odparł John -
- Okej. Pa. - Powiedziałam i na pożegnanie mocno go przytuliłam -
  Wyszłam z domu a przed nim stał juz Justin, jak zawsze cudownie wyglądał. Chociaż tym razem jak mnie zobaczył nie uśmiechał się tak jak zawsze, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Cześć - przywitałam się, gdy stanęłam obok niego -
- Hej - powiedział obojętnie. Nie przytulił mnie na powitanie jak zawsze -
- To idziemy? - zapytałam, on nie odpowiedział tylko ruszył powoli. Po chwili poszłam za nim -
  Szliśmy chwile w ciszy. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Nie musiałam, bo on pierwszy się odezwał.
- Iza. Co się stało? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź - Czemu mi nie powiedziałaś, że wcześniej się widywałaś z tym... Johnem - wypowiedział jego imię przez zęby -
- Bo chciałam o nim zapomnieć - usprawiedliłam się -
- Ale nie zapomniałaś... - powiedział patrząc mi w oczy - Nadal go kochasz. - stwierdził - Widać to po tym jak na niego patrzysz a on na ciebie. Na mnie nawet w połowie tak nie patrzałaś jak na tego... Nie wiem jak go nazwać - dokończył ze złością  -
- Przepraszam, Justin... Ja myślała, że już do niego nic nie czuje... - powiedziałam ze smutkiem w głosie -
- Ale czujesz! - krzyknął Justin- Jak mogłaś mnie tak okłamać?! - zapytał zły -
- Naprawde przepraszam... - Mówiłam przez łzy - Nie chciałam aby to się tak skończyło -
- Ale się skończyło! - powiedział JB i spojrzał mi w oczy, zobaczyłam w nich złość i smutek -
- Tak... - powiedziałam i łzy spłynęły mi po policzkach - Ja naprawde kocham Johna...
- Nie rozumiem dlaczego mnie okłamywałaś! - powiedział  Justin zdenerwowany - myślałam, że mi ufasz!
- Ufam. Ale nie chciałam ci tego mówić... - powiedziałam i wbiłam wzrok w ziemię -
- Myślałem, że tylko mi się wydaje, że coś  do niego czujesz jak przyjechał. - powiedział troche spokojniejszy - Ale po tej piosence byłem pewny... - dodał i spojrzał mi w oczy -
- Justin... - powiedziałam i złapałam go za ręke - Przepraszam. Jesteś naprawdę cudownym człowiekiem -
- Ale nie tak cudownym jak John. - powiedział z ironią -
  Nic na to nie odpowiedziałam. Nie znałam go od tej strony...
- Chyba czas się rozstać. - odparł po chwili - bo rozumiem, że kochasz Johna i teraz będziesz z nim  - powiedział i ujrzałam smutek w jego oczach -
- Kocham go. Ale nie wiem czy z nim teraz będe - odpowiedziałam szczerze. Nie wiedziałam czy byłam gotowana aby być z Johnem. -
- On cię naprawdę kocha. - powiedział cicho Justin - Wierze, że cię nie skrzywdzi - dokończył i mnie przytulił "Będzie mi tego brakować" - pomyślałam
- Justin... - powiedziałam przez łzy - jesteś cudowny. Mam nadzieje, że kiedyś chociaż w połowie odnowimy naszą przyjaźń - odparłam cicho, wiedziałam, że narazie to jest niemożliwe -
- Never Say Never - powiedział Justin i się uśmiechnął -
  Chwile staliśmy przytuleni, ale stwierdziłam, że przez to jest mi gorzej. Jeśli miał to być koniec to TERAZ.
- Pa Justin - odparłam odsuwając się od niego  i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku -
- Pa. Iza. - powiedział i lekko pocałował mnie swoimi ciepłymi ustami "Tego też będzie mi barkować" pomyślałam. -
  Po tym krótkim pocałunku po prostu odwróciłam się i poszłam.
  Moje policzki zalały się łzami a ja szłam w stronę domu. Nic nie widziałam, łzy zamazały mi cały obraz. Czekałam tylko aż znajdę się w domu w objęciach Johna. Wyobrażałam sobie jak wyglądam, musiał to być okropny widok. Doszłam do domu i powoli otworzyłam drzwi, zaczęłam zdejmować buty, gdy już się rozebrałam nadal płacząc skierowałam się w stronę pokoju gościnnego. Gdy weszłam zobaczyłam, że John i Edward siedzą i oglądają telewizję. Jawn się odwrócił i gdy tylko mnie zobaczył, wstał i podbiegł do mnie a ja odrazu się do niego przytuliłam.
- Wszystko będzie dobrze - szeptał mi John  do ucha -
- Nie. Nie będzie. - odparłam cicho - On mnie teraz nienawidzi...
- Spokojnie - powiedział cicho John - Jest na ciebie po prostu zły. To moja wina - dodał smutno -
- Nie, John. To nie twoja wina, powinnam mu powiedzieć, że kiedyś coś do ciebie czułam - odparłam cicho.
- Ale gdybym nie zaśpiewał ci tej piosenki, to byś siedziała teraz w jego ramionach i była dalej szczęśliwa - odpowiedział, a gdy na niego spojrzałam, zobaczyłam smutek w jego oczach  i zauważyłam, że są podkrążone i jego twarz jest strasznie blada  -
- Kochany... - zaczęłam i mocniej go przytuliłam - nie obwiniaj się. Prędzej czy później i tak bym nie wytrzymała, aby ukrywać wszystko przed Justinem. Mimo wszystko, nadal kocham cię najbardziej na świecie - zapewniłam go -
   Gdy skończyłam mówić, uniósł mój podbródek i pocałował lekko.
- Ej! - usłyszałam krzyk Edwarda - Ja też tu jestem! - dodał oburzony - Możecie się przy mnie nie migdalić, bo aż mi się wymiotować chce... - powiedział i włożył sobie palec do buzi -
- Przepraszam Księżniczko! - powiedział John a ja się roześmiałam -
- Może usiądźmy? - zaproponowałam i usadowiłam się koło Edwarda -
  Usiadłami przytuliłam się do Edzia, gdy John usiadł koło nas zrobił obrażoną minę.
- Co się stało? - zapytałam śmiejąc się - zazdrosny jesteś?
- O kogo? - zapytał zdziwiony - O tego Wieśniaka imieniem Edward? Przecież on nie ma ze mną szans... - dodał i zaczął się głośno śmiać -
  Chwilę się jeszcze posprzeczaliśmy, oczywiście John wyrwał mnie z ramion Ed'arda. I około godziny oglądaliśmy telewizję. Byłam smutna i wesoła w tym samym czasie, smutna bo straciłam Justina a wesoła bo odzyskałam Johna. Ostatecznie postanowiłam skupić się na Johnie i nie rozpaczać po Biebsie... Cały dzień przesiedzieliśmy w domu, bo była straszna pogoda. Zjedliśmy obiad, i "oglądaliśmy" telewizję, a raczej telewizor był włączony a my cały czas rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Później gdy John postanowił się wykąpać, zostałam sama z Edwardem. Przez chwilę się nie odzywaliśmy, ale on w końcu przerwał ciszę.
- Bella? - Spojrzałam na niego, uśmiechał się do mnie miło - Dziękuje. - Powiedział i mnie przytulił.
- Yyy..? - nie wiedziałam o co mu chodzi - Ale za co dziękujesz? Nie rozumiem. - zapytałam -
- No za to, że dałaś Johnowi szansę. - odparł i spojrzał mi w oczy - Bez ciebie on nie potrafi żyć. Nawet nie wiesz jaki on teraz będzie szczęśliwy. Wszystko się całkowicie zmieni - dodał i spojrzał zamyślony w dal -
- Ale co się zmieni? - zapytałam. Znowu nie wiedziałam o co mu chodzi -
- Nie ważne. Najważniejsze, że teraz już nie będzie robił żadych głupot. - odpowiedział wymijająco -
- Jakich głupot?! - Krzyknęłam zszokowana - O co chodzi? Edward! Powiedz mi! - prosiłam go, nie rozumiałam o co mu chodzi. -
- Bella. - zaczął powoli, patrząc mi prosto w oczy - Pamiętasz jak nie dzowniliśmy do ciebie bardzo długo? - pokiwałam głową na znak, że pamiętam - John wtedy miał straszne problemy. Po tym jak wyjechaliśmy z Polski do Irlandii to całkiem się załamał. - odparł i głośno westchnął - Myślę, że on sam powinien ci o wszystkim opowiedzieć.
- Edward? - zapytałam przerażona - Co się działo przez ten czas ?
- John powinien ci sam o wszystkim opowiedzieć... - Powtórzył znowu  - Ale po odwyku wszystko jest już lepiej. - dodał szybko -
- ODWYKU?! - krzyknęłam - O CZYM TY DO CHOLERY JASNEJ MÓWISZ?! - Wykrzyknęłam jeszcze głośniej. O co mu chodziło, jakim odwyku? -
- Ej, - powiedział i złapał mnie za rękę - Spokojnie. Nie denerwuj się - próbował mnie pocieszyć -
- Jak mam się nie denerwować?! - wykrzyknęłam znowu - Właśnie powiedziałeś mi, że John był na odwyku! Mam być spokojna?! - zapytałam retorycznie -
- Bella. Zrozum. - powiedział cicho - dla niego to jest bardzo trudne. Nie możesz na niego z tym wszystkim nagle wyskoczyć. John bardzo to wszystko przeżył. Nie jest mu łatwo o tym rozmawiać - wytłumaczył mi powoli, jakby mówił do małego dziecka -
- Okej, okej. Porozmawiam z nim powoli - zgodziłam się - Tylko powiedz mi, jaki odwyk? - zapytałam z nadzieją, tkiże to nic poważnego. Może za dużo papierosów palił... -
- On był uzależniony od narkotyków Bella. Od narkotyków. Rozumiesz? - powiedział z niedowierzaniem i łzami w oczach - A ja przez pare miesięcy tego nie zauważyłem. Co ze mnie za brat? - zapytał i schował głowę w rękach a ja siedziałam z szeroko otwartymi oczami.-
  Przez pare chwil nie wiedziałam co zrobić. John. Mój John, był uzależniony od narkotyków. Jak to jest możliwe? Czemu Edward mi o tym wcześniej nie powiedział?. Moje rozmyślania przerwał cichy głos młodszego bliźniaka.
- Raz nawet próbował popełnić samobójstwo - kontynuował wpatrzony gdzieś w dal - Ty to rozumiesz? - zapytał cicho. Nie, nie rozumiałam. Zaczęło mi się kręcić w głowie. - Prawie mu się udało - mówił dalej - Gdyby nie to, że wszedłem wtedy do łazienki... Mogłoby go teraz z nami nie być - dokończył -
   Zobaczyłam jak pojedyncza łza spływa po jego bladym policzku. Na myśl o tym, że mogłoby go teraz tutaj z nami nie być zbierały mi się łzy w oczach, aż zaczęły spływać po mojej ciepłej twarzy. Poczułam, że Ed'ard mnie przytula. Gdy tak siedzieliśmy usłyszałam jak John wychodzi, nadal byłam przytulona do piersi Edzioszka i cicho szlochałam. Nie miałam zamiaru się od niego odrywać, nie wiedziałam jak zacząć rozmowe z Jawnem.
- A co tu się dzieje? - zapytał śmiejąc się - Już mi zabie... - zaczął, ale przestał gdy zauważył, że płaczę - Bella? Co się stało? - powiedział zszokowany, podszedł i usiadł koło mnie -
  Oderwałam się od Edwarda aby spojrzeć Johnowi w oczy. Zobaczyłam w nich smutek i zdezorientowanie. Nie wiedział dlaczego płaczę, ale musiałam z nim o tym porozmawiać. Jak najszybciej.
- John - zaczęłam ale głos mi się załamał -
- Bella? Kochanie. Co jest? czemu płaczesz? - zapytał z troską w głosie -
- John - zaczęłam znowu, już silniejszym głosem - Musimy porozmawiać. Edward powiedział mi co się działo w Irlandii gdy wyjechaliście - oznajmiłam i spojrzałam w jego oczy, zobaczyłam w nich ból -
- Dobrze. Porozmawiajmy... - Powiedział niepewnie i mnie przytulił-





-----------------------------------------------------------------------------------


FUCK. Wieeeem, krótki rozdział. Chociaż męczyłam się z nim chyba z 2 tygodnie. Dzisiaj nie mam już czasu aby więcej napisać więc publikuje to co zdążyłam. Jutro postaram się dodać więcej =:)


Tak jak obiecałam daaaawno temu dedykuje ten rozdział SYLWII :D Dziękuje za nasze rozmowy na gg :) <3  #MuchLove



                                                                     SWAG =:)