piątek, 18 stycznia 2013

ROZDZIAŁ VII

- BELLA! - usłyszałam znajomy głos - OTWIERAJ TE CHOLERNE DRZWI!
- JUSTIN?! - Spojrzałam wystraszona na Johna -
- Co on tu robi? - zapytał zdziwinoy Edward - 
- Nie wiem... - odpowiedziałam zszokowana - Boże, co ja mam zrobić?! - wydałam z siebie wystraszony jęk-
    Siedziałam i patrzałam na Johna który siedział z zaciśniętą szczęką, co oznaczało, że był wkurzony i rozmyślał co zrobić.
- Ja pójde. - powiedział głosem z którego nie dało się nic odczytać - 
- Co? Niby po co?! - zapytałam zdziwiona - pokrzyczy i sobie pójdzie - dodałam -
- Wierzysz w to? - zapytał - Bo ja nie bardzo - dodał -
    Nie wiedziałam co zrobić, nadal było słychać jak Justin dobija się do drzwi i krzyczy słowa których ze zdenerwowania nie mogłam zrozumieć.
- To ja powinnam pójść. - oznajmiłam cicho - 
- Co?! - zapytał zszokowany John - Nie ma mowy! a jak cos Ci się stanie?! - zaprotestował głośno - 
- A jak coś CI się stanie?! - Powtórzyłam jego słowa -
- Nie ma gadania. Ja ide i go wygonie. Nie ma prawa cię napadać we własnym domu - powiedział - 
- Mam iść z tobą? - zapytał wystraszony Edward - 
- Nie, zostań z Bellą, ok? - poprosił John - 
    Gdy to mówił usłyszeliśmy jeszcze glośniejsze walenie w drzwi, byłam bardzo wystraszona. Nie wiedziałam, czy Justin był pod wplywem alkoholu, a jeśli tak, to do czego był zdolny? Nie wiedziałam. I przerażało mnie samo myślenie o tym. 
- John... poczekajmy jeszcze chwile, może sobie pójdzie... - poprosiłam -
    Sekunde po tym jak to powiedziałam, usłyszałam głos Justina: 
- IZA! SUKO, OTWIERAJ! PEWNIE PIEPRZYSZ SIĘ Z TYM IDIOTĄ! OTWIERAJ ALBO WYWARZE TE DRZWI! - Usłyszałam głos Justina i oczy wypełnily mi się łzami, nigdy mnie tak nie nazwal, zrobiło mi się bardzo smutno - 
- O NIE! - Krzyknął John - Teraz to przegiął! nie będę tego słuchał - powiedzial i poszedł w stronę drzwi -
    Spojrzałam w stronę Edwarda który mnie przytulił i szepnął "wszystko będzie dobrze". Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam jak John otwiera drzwi.
- Co ty tu robisz?! Jak śmiesz ją tak nazywać?! - krzyczał John -
- Taka jest prawda! - krzyczał Justin, domyśliłam się, że jest pod wpływem alkoholu przez jego bełkotliwy glos- 
- Prawda?! Lepiej pomyśl nad tym o czym mowisz jak będziesz trzeźwy, kolego - powiedzial trochę spokojniej John, pewnie wiedział, że nie chce aby wszczynał bójkę - 
    Zaczęłam płakać głośniej i nie wiedzialam co oni dalej mówią, ale raczej nie chcialam wiedzieć. Edward cały czas mocno mnie przytulał i szeptał uspakajające słowa do ucha. Po paru minutach poczułam jakieś inne ręce na swoich ramionach, rozpoznałam, że należą one do Johna. Podniosłam na niego wzrok, wyglądał na dosyć zadowolonego z siebie.
- Poszedł do domu... - powiedział i się uśmiechnął - 
- Co ty mu takiego nagadałeś? - zapytałam zdziwniona -
- Nic. Wytłumaczyłem, że jest napity i nie wie co mówi. Po paru minutach jak złość mu przeszła wymamrotał przeprosiny i poszedł do domu. I tyle. - wytłumaczył widocznie dumny z siebie - 
- Kocham Cię - powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję -
- Ja Ciebie też... - powiedział i przycisnął mnie do siebie - 
    Po chwili stwierdziliśmy, że juz nie chce nam się spać, była 5 rano i nie było warto się już kłaść. Edward poszedł wziąć prysznic a my z Johnem zostaliśmy sami na kanapie przed telewizorem. Skończyło się na tym, że zamiast oglądać Tele Sklep (Heloł, była 5 rano...) leżeliśmy i co chwile się całowaliśmy.
- Dziękuje John. - powiedziałam po chwili ciszy - 
- Nie ma za co Kochana. - odpowiedział i pocałował mnie w czoło - 
- Wiesz... Smutno mi się zrobiło jak Justin mnie wyzwał. - powiedziałam, bo właśnie o tym myślalam - 
- On napewno tak nie myśli. To nie mówił on, tylko alkohol - zapewnił mnie John - 
- Ja uważam, że on tak myśli... - powiedziałam nadal smutna -
    John tylko pokiwał głową i przytulił mnie mocniej. Dobrze czułam się w jego ramionach, tak bezpiecznie. Odchyliłam do niego głowę i pocałowałam lekko, przez dłuższą chwilę się całowaliśmy, oplotłam ręce w okół jego szyi i wplotłam palce w krótkie blond włosy z tyłu głowy. Gdy zaczeliśmy sie bardziej "wczuwać", usłyszałam odgłos "wymiotów" - Edward - pomyslałam i się zaśmiałam. 
- Co się stało? - zapytał zdziwiony John - 
- Twój brat, to się stało - Dodałam rozbawiona, schodząc z niego i siadając obok- 
- Nie zamawiałem Live Porno - powiedział Edzio i się zaśmiał - napewno nie z bratem bliźniakiem w roli głównej - dodał udając obrzydzenie - 
- HA.HA. Bardzo śmieszne. - Powiedział John, chyba lekko wkurzony, że Edward przerwał naszą "sesję" -
- Bracie, nie denerwuj się - powiedział Edward - 
    Po chwili postanowiliśmy, pooglądać trochę telewizje. Zjedliśmy płatki, oczywiście z wodą zamiast mleka. Zapowiadała się ładna pogoda, więc postanowiliśmy, że wybierzemy się dzisiaj na plaże. Pomyślałam, że zapowiada sie bardzo ciekawy dzień. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to kolejny rozdział :D Zły Justin... O.o
Nie wiem, czy ktos nadal pamięta o moim opowiadaniu.. ale ok. 
Wiem, że krotki ale nie mam czasu ani pomysłu co dalej pisac... -.-"
Jeśli znajde czas to dodam nowy, jeśli coś wymyśle.
Oczywiście, przepraszam za wszelkie błędy ale nie sprawdzam, czy wszystko jest poprawnie bo bym zaczęła wszystko zmieniać... xD
A więc. Much Love <3
Peace Out! =:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz