ROZDZIAŁ VI
- Dobrze. Porozmawiajmy... - Powiedział niepewnie i mnie przytulił-Nie wiedziałam od czego zacząć... Zacząć krzyczeć na nich, że wcześniej mi nie powiedzieli, albo przytulić go i powiedzieć, że będzie dobrze. Moje myśli były splątane, siedziałam i szlochałam, nie mogłam przestać. John ciągle mnie przytulał, czekał aż przestanę płakać. Cały czas zastanawiałam się jak to się stało, że w ogóle brał narkotyki? Przecież on nigdy nawet nie palił papierosów, nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam aby on wszystko mi wyjaśnił. Oderwałam się od Jawna i spojrzałam mu prosto w oczy, zobaczyłam, że też płakał.
- Edward? - zwróciłam się do młodszego bliźniaka - Zostawisz nas samych? - poprosiłam i lekko się uśmiechnęłam -
- Tak pewnie - oznajmił i poklepał mnie po ramieniu - wszystko będzie dobrze - pocieszył mnie i wyszedł -
Przez pare minut nadal siedziałam cicho nie wiedząc jak zacząć tą rozmowę. Postanowiłam, że powinnam pierw dowiedzieć się jak to się stało, że wogóle brał te narkotyki? I dlaczego chciał popełnić samobójstwo?!
- John... - zwróciłam się do niego, ale głos mi się załamał - prosze, wytłumacz mi, dlaczego brałeś narkotyki? - Zapytałam cicho i spojrzałam w jego zielone oczy. -
Zobaczyłam w nich, że rozmyśla o tym co mi powiedzieć. Po chwili odwzajemnił mój wzrok i zaczął mi tłumaczyć...
- Bella... Wiem. Nigdy nie brałem narkotyków, ja nawet nie paliłem! - powiedział z obrzydzeniem - Na początku chce abyś wiedziała, że teraz wszystko jest dobrze - dodał i lekko się uśmiechnął w moją stronę - Powinnaś wiedzieć jak to się zaczęło... - powiedział i przerwał na chwilę, zobaczyłam jak wpatruje się w dal próbując sobie wszystko przypomnieć - Gdy pojechaliśmy do Irlandii, przez pierwsze dni nie chodziłem do szkoły. Nie mogłem się z wszystkim pogodzić, w końcu Edwardowi udało się wyciągnąć mnie z domu. To chyba nie był dobry pomysł... Poznałem tam paru nowych znajomych, wydawali mi się ok. Wspierali mnie we wszystkim, w weekendy wychodziliśmy na imprezy. Oni pili, palili i brali narkotyki, ja nie chciałem. Raz siedziałem sam z Mathem, jednym z moich nowych znajomych. Zapytał się mnie dlaczego cały czas jestem taki przygnębiony, opowiedziałem mu o tobie, o tym, że nie mamy jak się widywać. Że bez ciebie nie mam po co żyć, po prostu mu o wszystkim powiedziedziałem... Wtedy on mi zaproponował abym wciągnął jakieś prochy, powiedział, że po tym będzie mi lepiej, że o wszytskim zapomne. I faktycznie tak było. Gdy zacząłem brać, przez całą noc o niczym nie myślałem, było jak w raju. Ale gdy rano się budziłem, czułem się strasznie, wszystko mnie bolało. Poprosiłem Matha, a on załatwiał mi kolejne działki. I tak to się zaczęło, "chodziłem" do szkoły, na lekcjach byłem praktycznie nieprzytomny, myślałem tylko o tym kiedy będę mógł znowu o wszystkim zapomnieć. Robiłem wszystko tak aby Edward nie zauważył, mówiłem mu, że nocuje u znajomych, a on mi wierzył... Po miesiącu byłem już całkiem uzależniony, nie myślałem o niczym innym, a Ed'ard zaczął coś podejrzewać. Raz poszedłem z Mathem i jego kumplami na impreze, później gdy wszyscy siedzieliśmy, a ja zacząłem wciągać, okazało się, że był tam Edward. Gdy mnie zobaczył to po prostu zamarł, chciałem mu wszystko wytłumaczyć, ale nie chciał słuchać. Kazał wracać mi do domu, abyśmy mogli spokojnie pogadać, przez całą drogę płakałem, nie wiem co mnie napadło, ale po prostu czułem, że wszystkich zawiodłem. Potem gdy już siedzieliśmy u siebie w pokoju. Ed'ard próbował, ze mną rozmawiać, wytłumaczyłem mu, że to wszystko przez rozstanie z tobą. Wtedy on się mnie zapytał co TY byś pomyślała jakbyć się dowiedziała, i czy nie czuje, że zawiodłem CIEBIE! Nie mogłem znieść myśli, że zwiodłem właśnie ciebie. Pobiegłem do łazienki, Edward myślał, że po to aby płakać, ale nie. Ja chciałem się zabić. Pobiłem małe lusterko i próbowałem przeciąć sobie żyły, prawie mi się udało... Leżałem, w około mnie było pełno krwi, zaczęło mi szumieć w głowie, ostatnie co zobaczyłem to wystraszona twarz Edwarda. Później tylko ciemność, gdy się znowu obudziłem, leżałem w szpitalu, Ed'ard powiedział mi, że spałem 3 dni. Niestety okazało się, że powiedział rodzicom o moim uzależnieniu, byli oni na mnie bardzo źli i wysłali mnie do psychologa i na odwyk... To było straszne. Po tym wszystkim zrozumiałem jaka jesteś dla mnie ważna, a rodzice zgodzili się abym przyjechał tu na wakacje, a może nawet został na zawsze... - Gdy skończył opowiadać złapał mnie za obie ręce i spojrzał prosto w oczy -
Nie wiedziałam co na to powiedzieć, to wszystko co on powiedział było okropne. Nie mogłam sobie wyobrazić, Johna który bierze narkotyki,a jeszcze gorsze, który chce popełnić samobójstwo. Gdy o tym myślałam, łzy zaczęły mi napływć do oczu, w końcu nie mogłam się powstrzymać i znowu wybuchłam płaczem. Jawn mnie przytulił i kołysał jak małe dziecko. Siedzieliśmy tak długo, nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć. Ale John chyba rozumiał mnie bez słów. Gdy już powoli się uspokoiłam podniosłam głowę i zobaczyłam Johna, który miał oczy czerwone od płaczu. Lekko się do niego uśmiechnęłam, a on odwzajemnił mi uśmiech, jak zobaczyłam, że się uśmicha odrazu mi się polepszyło.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam cicho i złapałam go za rękę -
- Dopóki ty jesteś ze mną, napewno będzie. - odpowiedział i spojrzał na nasze splecione ręce -
Potem przez dłóższy czas siedzieliśmy w ciszy, po chwili postanowiliśmy włączyć telewizor aby się tak nie nudzić. Oczywiście John uparł się aby oglądać SpongeBoba, atmosfera się trochę rozluźniła i zapomnieliśmy o wszystkim.
Gdy siedziałam tak do niego przytulona, rozmyślałam o tym jak on musiał się czuć gdy mnie przy nim nie było, nie chciałam go nigdy więcej opuszczać. Podczas mojego rozmyślania nie zauważyłam, ze John usnął, zorientowałam się dopiero gdy usłyszałam jego głośne chrapanie. Gdy spojrzałam w górę ujrzałam mojego chłopaka, grzecznie śpiącego na jego niewinnej buzi widniał lekki cudowny uśmiech. Nie chciałam go budzić ale cholernie chciało mi się siku! lekko wstałam i poczułam jak John ściska mnie mocniej w swoich ramionach i lekko otwiera oczy.
- Hej Kochanie - powiedział zaspanym głosem i się uśmiechnął - przepraszam, że usnąłem.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam i pocałowałam go lekko w usta - pewnie jesteś zmęczony, może chcesz się położyć? - zaproponowałam -
- Jeśli Nie masz nic przeciwko to możemy się położyć... - powiedział i znowu się uśmiechnął -
- Ja też mogę z wami?! - Usłyszałam Edwarda wbiegającego do pokoju - Też się chce z kimś pomiziać - powiedział i zrobił minę bezdomnego pieska -
- Ty, księżniczko lepiej znajdź sobie jakiegoś księcia - powiedział John i wytkał do niego język -
- Pożałujesz tego! - Wykrzyknął młodszy bliźniak i rzucił się w stronę Johna -
I tak rozpoczęła się trzecia wojna światowa (na poduszki) pomiędzy bliźniakami. Gdy się dalej wygłupiali, postanowiłam, że powinnam wziąć prysznic.
- Chłopcy! - krzyknęłam - ide wziąć prysznic! - oznajmiłam -
- A moge z tobą?! - zapytał podekscytowany John, gdy Edzio to usłyszał wydał z siebie dźwięk wymiotów-
- Tak, chciałbyś! - powiedziałam i pobiegłam do łazienki -
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest to chyba naj krótszy rozdział EVER, no ale tak długo nie dodawałam notek, że postanowiłam to opublikować.
Myślę, że jutro uda mi się coś jeszcze napisać, ale nie obiecuje :).
Ogólnie to mam zamiar skończyć to opowiadanie, bo mam od dawna w głowie inne...!
A więc prosze, NO HATE. =:)
Mój Twitter: http://twitter.com/I_eat_a_banana
Iza jak ja lubię tę twoją love story <3
OdpowiedzUsuń